Bracia biegają po domu wrzeszcząc czego im brakuje i panikując, że nie mogą czegoś znaleźć. Rodzice się na nich wściekają, że nie są spakowani i zaraz spóźnimy się na pociąg. A ja siedzę na jednej z mojej walizce i śmieje się z sytuacji. Czy to właściwe? Kto wie.
-Dominicu Olivierze Potterze masz natychmiast wyjść z łazienki! - Krzyknął tata.
-Albus! Spóźnimy się co ty jeszcze robisz w sypialni?! - Krzyczy mama. I zabiera młodsze rodzeństwo do samochodu. W tym momencie Newt niepostrzeżenie usiadł obok mnie na schodach
-Newton ...! - Zaczął tata.
-Tu jestem.
-Oh dobrze. Dominic!
-Już wychodzę! Muszę dobrze wyglądać!
-Już jestem! - Krzyknął zdyszany Al zbiegając ze schodów.
-Masz trzy sekundy albo jedziemy bez ciebie! I wyrzucą cię z Hogwartu! A wy do wozu już! - Zeskoczyłam z walizki i pobiegłam na zewnątrz wsiadając do auta taty obok kierowcy. Newt i Al usiedli z tyłu. Po pięciu sekundach przed domem zjawił się Dominic. Włosy perfekcyjnie uczesane, okulary na nosie. Jego niezadowoloną minę widzę już z daleka.
-Czemu ty znowu siedzisz z przodu? - Mruknął pakując się do tyłu.
-Kto pierwszy ten lepszy. - Powiedziałam równo z tatą, który właśnie odpalał silnik.
*****
-My też byliśmy tak spanikowani jak oni gdy mieliśmy wyjeżdżać do Hogwartu pierwszy raz? - Spytałem Jacoba.
-Nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że nie. - Odparł i znów zaczęliśmy przyglądać się naszym braciom biegającym od pokoju do pokoju i do łazienki zbierając ostatnie rzeczy.
-Czy wy musicie się tak guzdrać? Musimy jechać. - Powiedziała spokojnie mama do Severusa i Jamesa. - Gdzie Jason?
-W łazience. Siedzi na kiblu. - Wymamrotał z buzią pełną ciastek James.
-Jason? Kochanie wszystko dobrze?
-Już idę mamo! - Krzyknął zza drzwi.
-Chłopcy do samochodu. Weźcie młodsze rodzeństwo. - Powiedział tata podchodząc do nas.
-Ja też chcę do Hogwartu! - Pisnęła Cornelia. - Tezeusz zabierz mnie ze sobą. - Zaśmiałem się.
-Nie mogę cię wziąć. - Powiedziałem. - Jesteś za młoda. Do Hogwartu idzie się w wieku jedenastu lat. Za rok pojedzie Nathan. A ty za dwa lata. Szybko minie.
*****
-Seamus, Dorian do samochodu! - Krzyknęła mama.
-Tata nie jedzie? - Spytałem.
-Louis i Sorento są chorzy. Nie mogą wyjść z domu. tata z nimi zostanie, a my w trójkę pojedziemy na dworzec. Szybko chyba, że chcecie się spóźnić na pociąg. Ekspress Hogwart nie będzie czekał na nikogo.
*****
-Zdenerwowany Leo? - Spytał tata gdy schodziłem ze schodów.
-Strasznie. Tiara się nie myli prawda?
-Nigdy. Każdy ma powód by trafić tam gdzie powinien. Twoje miejsce jest w Slytherinie jak wszystkich Malfoy'ów.
-A Corvus mówił ...
-Nie słuchaj brata. Chcę cię zdenerwować. Sam był bardzo zestresowany pierwszym dniem i nie chce by twój był lepszy.
-Corvus ty kłamco! - Krzyknąłem na całe gardło.
-Corvus, Leo do auta. Młodsi jadą z mamą.
*****
-Gotowi do wyjazdu? - Spytała mama stając na korytarzu.
-Tak. Już idę. - Powiedziałam dopinając walizkę w którą utknęłam na ostatnią chwilę kilka rzeczy. Szybko wystawiłam ją przed drzwi mojego pokoju. Zaraz po mnie z na przeciwka z walizką pokazał się mój bliźniak. A sekundę później z pokoju obok wyszedł Tristan.
-Marcus? - Spytała mama gdy on wciąż siedział w pokoju. - Marcusie Zabini chcesz żebyśmy się spóźnili? - Pytała spokojny głosem powoli idąc w stronę jego pokoju. Cała nasza trójka złapała mocny oddech.
-Jestem. - Powiedział wychodząc z pokoju.
-Co ty masz na sobie? Pognieciona koszula, stare spodnie. Nie to ci przygotowałam.
-O-oblałem się sokiem. - Powiedział zwieszając głowę. - Przepraszam mamo. - Prychnęła niezadowolona.
-Do samochodu. Ale już. - Rzuciła zaklęcie lewitując nasze walizki za sobą gdy schodziliśmy w dół.
*****
-Axel pamiętaj zachowuj się. A ty David pilnuj młodszego brata. - Powiedział tata. - Chcę być z was dumny. - Powiedział ojciec sztywno jak zawsze.
*****
W rodzinnym domu państwa Camisso, Blackwell i Greengrass sztywno i chłodno jak zawsze dzieci zostały odprawione na peron i do pociągu, bez cienia zabawy, bez cienia uśmiechu.
*****
Chociaż Weasleyów rodzin jest wiele, prawie wszystkie jak jeden mąż, głośni, szczęśliwi co roku spóźnieni docierają na peron 9 i 3/4.
*****
-Cassedy.
-Braciszku idź sobie. Chcę znaleźć przyjaciółki z którymi będę mogła dzielić dormitorium idź zrób to samo i nie kręć się przy mnie. Kocham cię bracie, ale nie chcesz chyba siedzieć w przedziale z samymi dziewczynami. - Uśmiechnęłam się do niego
-Cas.
-No nie wierze. Mój brat nie poradzi sobie sam w pociągu? Co by tata powiedział?
-Przesadzasz.
-Wcale nie. Widzimy się w zamku braciszku. - Powiedziałam i pobiegłam wzdłuż przedziałów zaglądając do każdego z nich przez szybę. Wypatrzyłam jeden i otworzyłam drzwi.
-Cześć. Można?
-Jasne. Siadaj. - Powiedziała rudowłosa.
-Pierwsza klasa?
-To aż tak widać? - Zaśmiała się blondynka.
-Troszkę. Sama też się stresuję. - Przyznałam. - Cassedy McLaggen. Miło was poznać.
-Ariana Weasley. - Uśmiechnęła się blondynka. - A to moje kuzynki. - Grace Weasley. - Wskazała rudą. - Oraz Nimfadora Lupin. - Wskazała czarnowłosą. - Nim jest metamorfomagiem. - Dodała z uśmiechem.
-Ari! - Skarciła ją dziewczyna.
-Nie przeszkadza mi to. - Powiedziałam z lekkim uśmiechem. - Straszny tłok prawda?
-Brat mi opowiadał, - Zaczęła Nimfadora. - że z roku na rok coraz więcej pierwszaków jest. I tak doczepili już kilka wagonów więcej, ale to chyba wciąż nie wystarcza. Pociąg jeszcze nie ruszył. Jest dziesiąta czterdzieści. A wszystkie przedziały zajęte. Trudno znaleźć wolne miejsce.
-A nie ma jeszcze wszystkich z naszej rodziny. - Powiedziała Ariana.
-Cześć możemy się wcisnąć? - W drzwiach pojawił się chłopak, a za nim stało trzech innych chłopaków i cztery dziewczyny. - Praktycznie nie ma wolnych miejsc. A z tego co widziałem to w przedziałach ludzie siedzą po kilkanaście osób. A na korytarzach jest też tłok.
-No to reszta naszej rodziny będzie się musiała nauczyć nie spóźniać. - Zaśmiała się Grace.
-Jasne Frank, wsiadajcie. - Powiedziała Nimfadora. - Kim są twoi znajomi?
-My się chyba nie znamy. - Zwrócił się do mnie chłopak. - Frank Longbottom.
-Cassedy McLaggen. Znam historię o twoim tacie.
-Ja o twoim też.
-Tyle, że mój się nie przyjaźnił z Wielką Trójką. - Wywróciłam oczami. - Będziemy z ich wnukami w klasie. Ciekawe jacy są?
-Zapominasz, że to nasze kuzynostwo, a Frank jest jak rodzina dla nas również, dużo czasu razem spędzaliśmy. - Powiedziała Ariana.
-No tak. Wybaczcie.
-Wy nie jesteście potomkami Rona i Hermiony? - Spytałam speszona.
-Ja jestem. - Grace podniosła rękę.
-Wtopa. - Szepnęłam. A wszyscy się zaśmiali. Gdy grupa towarzyszy Franka wcisnęła się do przedziału siadając po cztery osoby na jednej kanapie, dwie dziewczyny usiadły na podłodze, a dwóch chłopaków oparło się o ścianę z szybą.
-Tak więc przedstawię was sobie. To moje przyjaciółki Ariana Weasley, Grace Weasley i Nimfadora Lupin. A ich i całą resztę ich rodziny poznałem w te wakacje. Dziadek spotkał stare koleżanki z Hogwartu i dostał od nich zaproszenie by przyszedł z całą rodziną, jak się dowiedziały, że ma on wnuka w wieku ich wnuków. Rey Eroll, Padma Patil, Han Patil, Amara Patil, Cheryl Blossom, Nysa Reon i Zao Reon.
-Trojaczki? - Spytałam nie widząc podobieństwa między dwoma dziewczynami.
-Nie. Ja i Padma jesteśmy bliźniakami, a Amara jest od naszego wujka. - Wytłumaczył Han. - Za to Nyssa i Zao to też bliźniaki. - Uśmiechnął się.
*****
-Tłum. Jak ja nienawidzę tłumów. I pomyśleć, że w moim życiu czeka mnie jeszcze co najmniej trzynaście takich podróży. Chyba nie będę jeździł na święta do domu, jak mam się gnieść w tych wagonach.
-Oh Will nie marudź. - Zaśmiałam się z kuzyna.
-Wszyscy i tak wiemy, że pojedziesz jak rodzice ci karzą. - Powiedział Travis.
-Ciesz się, że siedzimy w otwartym wagonie, a nie w tych klitkach jak większość.
-Racja. Mamy wygodę. Stoliki przy kanapach. - Zaśmiał się Will. - Jakbym miał siedzieć w tym małym przedziale z kilkunastoma osobami zwariowałbym.
-No w końcu ruszamy. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Lily się już od rana nie mogła doczekać podróży. Słyszałem rozmowę naszych rodziców na peronie. - Wyszczerzył się Axel.
-Jakby twój brat od kilku miesięcy truł ciągle, że on chce też pojechać do Hogwartu, że mam go zabrać. To też byś jak najszybciej chciał się znaleźć w pociągu. Czasem mam go dość. Jest upierdliwy.
*****
Siedziałam z Klausem i Leo w jednym przedziale gdzieś na drugim końcu pociągu z dala od reszty naszego kuzynostwa. Rozdzielił nas tłum wchodzący do pociągu i rozchodzący się w dwie strony. Jesteśmy w ostatnim wagonie i mamy cały przedział dla siebie. A inni się gniotą po kilkanaście osób w przedziale lub zalegają na korytarzu. Do drzwi zapukała dziewczyna otwierając je.
-Cześć. Możemy? Taki tłok wszędzie. - Spojrzałam na chłopaków, obaj wzruszyli ramionami.
-Wsiadajcie. - Powiedziałam.
-Dzięki. Jestem Emily. - Powiedziała siadając na kanapie obok mnie. Jeden z bliźniaków usiadł obok niej, a drugi bliźniak wraz z trzecim chłopakiem obok Klausa. - To moi bracia Albus i Newt. A to nasz kuzyn Dorian. - Uśmiechnęła się.
-Jestem Reyna. A to mój brat bliźniak Klaus. I nasz przyjaciel Leo.
-Leo? - Spytała. - Malfoy? - Spytała cicho.
-Tak i co? - Spytał lekko opryskliwie. Spojrzała na chłopaków wymieniając z nimi porozumiewawcze spojrzenia.
-Czekałem aż cię poznam.
-Al! - Upomniała brata.
-No co? - Spytał niewinnie. - Mam dość słuchania tego z kim mogę się przyjaźnić, a kogo mam unikać. Chociaż prawdopodobnie będziemy w nienawidzących się domach, ale mam to gdzieś. Tata z dziadkiem nie będą mi wybierać przyjaciół.
-Potter. - Zaśmiał się Leo. - Mój ojciec i dziadek mówili to samo. Chyba mają ze sobą więcej wspólnego niż sami myślą.
-Ale nie przeszkadza ci to? - Spytał Albus. - To, że jestem synem James drugiego Pottera i wnukiem wielkiego Harry Pottera nic nie znaczy.
-Póki nie staniesz mi na drodze do zwycięstwa w Quidditchu i Pucharu Domów nie ma problemu. - Powiedział poważnym tonem, ale jego kąciki ust lekko się zakrzywiły w uśmiechu.
-Ten tu - Emily wskazała Albusa palcem. - wziął sobie za cel bycia lepszym od ojca i dziadka razem wziętych. Więc z tym może być problem Malfoy. Znaczy Leo. - Wydawała się być zmieszana.
-Nie zwykliście używać imion? - Spytał mój brat.
-W naszych rodzinach nie mówi się za dobrze o Ślizgonach. Dziadkowie nienawidzili wszystkich Ślizgonów ze wzajemnością oczywiście. A najbardziej na pieńku mieli właśnie z twoim dziadkiem i jego kółkiem fanów i obrońców. Tata również nienawidzi Slytherinu i Ślizgonów. Znienawidził własnego brata dlatego, że trafił właśnie do Slytherinu a nie jak cała rodzina do Gryffindoru. Do dziś nie potrafią odnaleźć wspólnego języka. Przemawia przez nich nienawiść. Zastanawia mnie tylko jedno ... - Dziewczyna zrobiła krótką pauzę zbierając myśli. - Nasz wujek trafił do Slytherinu. Wiem, że zaprzyjaźnił się ze Scorpiusem, twoim tatą. - Zwróciła się do Leo. - Więc co się stało? Wszyscy utrzymują kontakty z przyjaciółmi ze szkoły. Oprócz właśnie wujka.
-Tata raz coś napomknął. Że nie warto ufać Potterom bo się od ciebie odwrócą. - Zamilkł na chwilę marszcząc czoło. - Przyjaźnili się przez całą szkołę. Praktycznie nikt inny się z nimi tak nie trzymał mocno jak oni we dwóch. Po szkole jeszcze kilka lat utrzymywali dobry kontakt. A później ... wasz wujek powiedział, że chce naprawić stosunki z rodziną, więc musi ... musi się odciąć od Ślizgońskiego życia. Od mojego taty. Bo przecież nikt z waszej rodziny nie lubi Malfoy'ów. - Prychnął.
-Nie jesteśmy naszymi rodzicami. - Powiedział cicho Albus. - I nikt mi nie będzie mówił z kim mam trzymać. Na pewno nie trafimy do tego samego domu. Ale chociaż postarajmy się pokazać innym uczniom, że Gryfon i Ślizgon, Potter i Malfoy mogą się kumplować.
-Myślisz, że to się uda?
-Warto spróbować. Nie sądzisz? - Spytał wyciągając rękę do Leo. - Przecież nienawiść nie może przechodzić z pokolenia na pokolenie. - Dodał z uśmiechem.
-Niech będzie. - Uśmiechnął się łapiąc jego dłoń.
-Wasza rodzina zawładnęła szkołą w zeszłym roku i w tym widzę również. Sami Potterowie i Weasley'owi w Hogwarcie. Trzy czwarte Gryfonów to wasza rodzina. - Zagaiłam zmieniając temat.
-Taa. I tak przez parę najbliższych lat. - Odezwał się dotąd milczący Newt. - To takie przykre. Utonąć w tłumie rodziny. Mam nadzieję, że podzielą nas na dwie grupy, bo wszyscy Weasley w jednym miejscu. Nie widzę tego. - Zaśmiał się.
-Ogólnie wiecie, że od kilku lat wzrósł przyrost uczniów w Hogwarcie. Zawsze były dwie klasy łączące dwa domy. Teraz dzielą uczniów na więcej. Starsi z rodzeństwa i kuzynostwa wam nie mówili? - Spytałam.
-Jakoś słowem nie wspomnieli. - Opowiedział.
-Dyrektor rozmawiał z rodzicami wszystkich pierwszorocznych. Żeby wiedzieć kto jaki jest. I na podstawie tego wybiera grupy i klasy. Tak na przykład, nasz straszy brat i kuzyn oraz starszy brat Leo są w jednej grupie wraz z kimś od Parkinsonów i Nottów. Oraz paru z mniejszych rodzin arystokracji. Reszta Ślizgonów jest w drugiej grupie wraz z waszym kuzynostwem Petrovych. I tak samo w Gryffindorze wasza rodzinka jest rozbita na dwie grupy dwóch Potterów w jednej, jeden w drugiej. Kilku Weasley tu, kilku tam. Kto wie czy w tym roku nie zrobią trzech grup, bo jest chyba znacznie więcej osób niż w zeszłym roku. Ale wtedy to widzieliśmy pociąg z peronu. Aczkolwiek wydawało mi się, że jest mniej osób niż dziś. Zobaczymy jak to będzie. Ale nie chciałabym być rozbita z bratem i z Leo. Stanowimy dobrą paczkę.
*****
Podróż w końcu dobiegła końca. Wszyscy przebraliśmy się w czarne szaty i wysiedliśmy z pociągu. Ja od razu zaczęłam przeciskać się przez tłum by znaleźć kuzyna i naszych przyjaciół nie zważając na pokrzykiwanie brata i reszty rodziny.
-Leo! W końcu was znalazłam. - Wysapałam zatrzymując się obok niego. Stał w grupie z rodzeństwem Zabini i czwórką mi nieznanych osób. - Kto to?
-Nowi znajomi. - Uśmiechnął się. Wzruszyłam ramionami.
-To nie były pogłoski.
-O co ci chodzi? - Spytał.
-Widziałam ich. Rodzina Lestrange przetrwała. Axel zagaił rozmowę z jedną z nich. Leta Lestrange. Ich rodzice i dziadkowie uczyli się w Durmstrangu. Ale w końcu stwierdzili, że czas wrócić do Anglii. Do ich rodowego domu Lestrange wrócili do Hogwartu. - Powiedziałam cicho. W tym momencie przez tłum się zaczęli przebijać potomkowie potężnego rodu czarodziei czystej krwi Lestrange. - To oni.
-Czym się tak ekscytujesz Cassie? Od pięciu lat Lestrange żyją w Anglii i chodzą do Hogwartu.
-Tak, ale ...
-Nie wierzyłaś. - Powiedziała brunetka stojąca między moim kuzynem, a jednym z dwóch bliźniaków wciąż mi obcych. - Ja także nie chciałam wierzyć. Ich babka ... Bellatriks ... bardzo ... przyczyniła się do ... nasi dziadkowie przez nią cierpieli. - Dziewczyna nie potrafiła zebrać myśli.
-Oni nie są nią. Tak jak wy nie jesteście waszym dziadkiem, a ja moim. Rozmawialiśmy o tym w pociągu Emily.
-Wiem. Ale ... Nie wiem czy wytrzymam z nimi w jednej szkole
-Daj im szansę. Może nie są tacy jak Bellatriks. - Powiedział spokojnie Leo.
-Jeszcze raz. Kim oni są? - Spytałam.
-Emily Potter. - Przedstawiła się.
-To wszystko zmienia. - Powiedziałam cicho.
-Moi bracia Albus i Newt. I kuzyn Dorian Finnigan.
-Pierwszoroczni do mnie! - Zaczął krzyczeć jakiś mężczyzna. - Do mnie pierwszoroczni! Zbierzcie się tu! - Tłum ponownie zaczął się przesuwać ciągnąć nas wraz ze sobą i rozdzielając naszą grupę. - Nazywam się Amadeus Rothgar. Strażnik kluczy i gajowy w Hogwarcie. Moim zadaniem jest przeprawić was przez jezioro do zamku. Idziemy. Za mną! - Krzyknął i ruszył ścieżką, a my za nim.
-Cassie.
-Travis. Gdzie masz resztę?
-A ty? Znalazłaś ich?
-Tak. Ale tłum nas rozdzielił. Są gdzieś z przodu. Tak mi się zdaje.
-I co? Nie byli zaskoczeni prawda?
-Nooo.
-Cass wszyscy od lat o tym wiedzą.
-Tak. Ale wiedzieć, a zobaczyć. Axel z nią rozmawiał. Nie wygląda jak zło wcielone, jakim była jej prababka.
-Bo nie jest swoją prababcią. Jest sobą. Daj spokój Cass. Nie potrzebnie panikujesz. Będziemy w jednym domu. Nie możesz ich wiesz ... rodzicom się to by nie spodobało.
-Ehh. - Jęknęłam.
*****
Doszliśmy na przystań w środku lasu, cała ścieżka aż tu była oświetlona.
-Wsiadać do łodzi. Wypływamy. - Powiedział Amadeus. Spojrzałam na Albusa i Newta i wsiedliśmy do jednej z łodzi.
-W końcu znajoma twarz. - Dosiadł się do nas Rayko. - Niby tyle tu naszej rodziny, a nikogo znaleźć nie idzie.
-Czekacie na nas rozumiem. - Uśmiechnęła się Thania i wraz z bratem wsiadła do naszej łodzi. Gdy na lądzie nie było już nikogo w magiczny sposób łodzie odpłynęły. Podróż łodzią była długa. Zamek wyłonił się zza rogu gdy opływaliśmy jezioro. Powoli, coraz bardziej i lepiej było widać budynek szkoły. Widok zamku nocą z jeziora w świetle gwiazd był cudowny. O wiele lepszy niż wyobrażałam sobie z opowieści. Zapiera dech. W końcu łodzie dopłynęły do znajdującej się na skalistym nadbrzeżu ukrytej pośród bluszczu przystani. Gdy wszyscy bezpiecznie zeszli na ląd gajowy ruszył w stronę schodów. Zaczęliśmy się wspinać po mogłoby się zdawać niekończących się schodach, a Zamek stawał się coraz większy i większy. Weszliśmy do budynku, a Amadeus poprowadził nas do bram szkoły. Przez wielkie drewniane drzwi weszliśmy do Sali Wejściowej. Na przecwiko nas były drugie tak samo potężne drzwi, prowadzące zapewne do Wielkiej Sali. Czekała tu na nas jak podejrzewam Unharrow. Gdy wszyscy ustawili się, a gajowy zniknął gdzieś za rogiem na schodach, wśród naszej licznej grupy zapadła cisza głos zabrała kobieta.
-Witajcie. Nazywam się Omalia Unharrow. Za chwilę, przekroczycie próg tej sali by przystąpić do Ceremoni Przydziału i dołączyć do jednego z czterech domów. A są to Ravenclaw, Gryffindor, Huffelpuff i Slytherin. Za osiągnięcia przyznawane są punkty waszym domom, za łamanie regulaminy odejmowane. Punkty sumuje się i na koniec roku dom, który uzyska ich najwięcej wygrywa Puchar Domów. Za mną. - Dodała po krótkiej przerwie i odwróciła się. Wielkie drzwi otworzyły się, a my wkroczyliśmy do Wielkiej Sali. Po obu stronach głównego przejścia były dwa długie stoły. Od lewej był Gryffindor, Slytherin, Ravenclaw i Huffelpuff, poznałam po barwach. Zatrzymaliśmy się pod podium, a profesorka weszła cztery stopnie w górę stając na stopniu wyżej niż drewniany stołek na którym stała spiczasta czapka. Tiara. Po chwili Tiara się poruszyła.
-Czy modna ze mnie Tiara
Czy łach podarty stary
Jam jest najbystrza z czapek
Z tysiącem ponad lat
Widziałam wiele waśni
Widziałam wiele bajek
Jak tę że żyło raz sobie
Czterech wspaniałych czarodziei
Co w magii i sławie niezrównani.
Tak z wrzosowisk wysokich przybył
Godryk Gryffindor Śmiały.
Z wietrznych gór do nas zeszła
Bystra Rowena Ravenclaw.
Z trzęsawisk do nas przyszedł
Salazar Slytherin Cwany.
Z dolin dna wyszła do nas
Wspaniała Helga Huffelpuff.
Jedno marzenie mieli.
Wielki, śmiały plan.
Pokolenia nowe wielkich czarodziei
Wychować nowy klan
Na swoją podobiznę
Stworzyć własny dom.
Lecz jakie zamieszanie
Każdy co inne ceni
Gryffindor wszem ogłosił
że prawych i odważnych
w swych klasach uczyć chce.
Ravenclaw oświadczyła
Że wiedza to potęga
Że miejsce przy niej znajdą
Mądrzy i kreatywni
Slytherin wtedy rzecze
Że ani mu się śni, nauczać takich
Co nie są czystej krwi
I wspiera żądnych władzy,
Sprytnych i ambitnych
Przebiegłych i zaradnych
Huffelpuff wystrzega się leni
jak sama oświadczyła
Uczynność i pracowitość
To w tym jest wielka siła
Tolerancja i uczciwość
To to czego u uczniów szuka.
Jak więc podzielić zgodnie
Przyjaciół Czwórkę Wielką
By każdą z cnót nadal krzewić
I przełamać śmierci zaklęty krąg?
Jak dla każdego zachować tron,
Gdy odejść przyjdzie czas?
Bo każdy z czworga założycieli,
Rządzić choć odrobinę chce.
Każdy swój wybór ma.
I uparcie przy nim trwa.
Ravenclaw wiedze ceni
Nie raz o tym mówiła.
Bystrość bardzo ceni,
Mędrcem tam staniesz się.
Slytherin takich przyjmuje
Co mają czystą krew.
I więcej mają sprytu,
od uczniów domów trzech.
Huffelpuff nie trawi leni
Lecz prawych i sprawiedliwych
Tu wierni i pracowici mieszkają
Hogwartu szkoły są chwałą.
Gryffindor powiedział wprost
Odwaga, prawość i uczciwość.
Zapalczywi i bohaterscy
Męstwa cnotę pielęgnują.
Tak więc Gryffindor swą tiarę zdjął
I we mnie życie tchnął.
A czwórka wielkich założycieli
We mnie swoje marzenia tchnie.
Bym była wolą ich.
I wybierać za nich uczniów do domów ich.
Teraz na was nadszedł czas.
Tiara Przydziału jak nazwa wskazuje
Przydzieli was do domu, który do was pasuje.
Więc jak mi rozkazano, na domy podzielę was.
A nie wiem czy przypadkiem przyjaciół nie rozdzielę.
Muszę wyboru dokonać
Taki już mój los.
I w końcu zamilkła. Głos zabrała Profesorka.
-Po kolei wyczytam wasze nazwiska, a ten kogo wywołałam usiądzie tu, a ja założę mu na głowę Tiarę Przydziału, która wybierze wam wasze domy. - Powiedziała podnosząc Tiarę ze stołka w górę. Czekałam na ten moment. Chociaż do "P" daleka droga. Mogę poznać nazwiska wszystkich rówieśników i patrzeć jak szczęśliwi idą do swojego domu. Profesorka odchrząknęła i wyczytała pierwsze nazwisko. - Argent Oscar. - Mój kuzyn wyszedł z tłumu i usiadł na stołku. Tiara niemalże od razu krzyknęła.
-Gryffindor!
-Argent Thania. - Ta sama sytuacja co u brata. Chwila moment i już siedziała obok bliźniaka przy stole Gryfonów. - Bernigo Stefan. - Chłopak usiadł na stołku, nie było widać po nim stresu. I jego Tiara przydzieliła do Gryffindoru. - Blackberry Kathia. - Dziewczyna pewnym krokiem z uśmiechem podeszła. Tiara ledwo musnęła czubek jej głowy gdy krzyknęła.
-Slytherin!
-Blackwell Lily.
-Slytherin!
-Blossom Cheryl. - Wnuczka Lavender Brown. Dziadkowie czasem wspominali o nich. Jej babka jest wilkołakiem. Chodzą słuchy, że kilkoro z nich również się nimi stało, za sprawą babki. Ale nikt nie zna prawdy.
-Huffelpuff!
-Blossom Daisy. - Tu Tiara bez dłuższego zastanowienia w przeciwieństwie do jej bliźniaczki szybko ją przydzieliła.
-Ravenclaw!
-Bosierrie Felix. - Tiara zastanawiała się krótką chwilę, po namyślę krzyknęła
-Ravenclaw!
-Bosierre Jeremy. - Tiara tak jak brata przydzieliła go do Krukonów. - Camberry Beniamin.
-Slytherin!
-Camisso William.
-Slytherin!
-Crockfort Doris.
-Huffelpuff!
-Daddario Malcolm.
-Huffelpuff!
-Daddario Wels.
-Huffelpuff!
-Dalphis Delphina. - Brunetka niepewnie wyszła z tłumu, a Tiara niemalże natychmiast wykrzyknęła
-Huffelpuff! - Na jej twarzy było widać ulgę.
-Darrow Lambert.
-Gryffindor!
-Daquin Blaise.
-Slytherin!
-Daquin Julien.
-Ravenclaw!
-Daquin Marguerite.
-Slytherin!
-Daquin Raphael.
-Huffelpuff!
-Daquin Remi.
-Slytherin!
-Durin Elizabeth.
-Huffelpuff!
-Durin Samuel.
-Huffelpuff!
-Dursley Dave.
-Gryffindor!
-Dursley Elijah.
-Ravenclaw!
-Dursley Eve.
-Gryffindor!
-Dursley Raven.
-Ravenclaw!
-Eldenfig Niss.
-Huffelpuff!
-Eroll Olivia.
-Ravenclaw!
-Eroll Rey.
-Gryffindor!
-Finnigan Dorian. - Tiara długo się zastanawiała, dobre trzy minuty. W końcu wykrzyknęła.
-Slytherin! - Co?! Mój kuzyn w Slytherinie?! Jego dziadek był czarodziejem półkrwi, który ożenił się z czarownicą czystej krwi. Jego syn wyszedł za moją ciocię, siostrę mojego taty tym samym łącząc swój ród z rodem Potterów, którzy od pokoleń są czarownikami. Nie licząc prababci, która wywodziła się z mugoli, a dziadek wśród mugoli się wychował. Ale Potterowie od wieków są czarownikami. Na sali zapadła cisza. Chłopak wstał i niepewnym krokiem ruszył ku stołu Ślizgonów. Dopiero po chwili dało się słyszeć z daleka dochodzące pojedyncze brawa, do których po chwili zaczęli dołączać wszyscy uczniowie, by w końcu powitać go tak jak każdy wcześniej przyjęty uczeń.
-Finnigan John. - Tu Tiara też się długo zastanawiała i przydzieliła go tam gdzie kuzyna. Tym razem reakcja była prędsza niż wcześniej. - Fooley Justin.
-Huffelpuff!
-Furess Eduardo.
-Slytherin!
-Gapper Tadeus.
-Huffelpuff!
-Garosse Finn.
-Hufflepuff!
-Garosse Jasper.
-Hufflepuff!
-Greengrass Cassie. - To ona podeszła do nas na peronie gdy staliśmy z Malfoyem i bliźniakami Zabini. Tiara wydawać by się mogło wcale nie dotknęła jej głowy, a już krzyknęła.
-Slytherin!
Greengrass Travis. - Na podium wszedł teraz jej brat bliźniak. No oczywiście, że trafił gdzie siostra. - Gromee Luther.
-Ravenclaw!
-Havilard Arthur. - Słyszałam o nich. Bardzo potężna i wpływowa rodzina. Podobno trójka ich dzieci zżeniła się z trójką Parkinsonów. Tiara nie musiała sie długo zastanawiać.
-Slytherin!
-Havilard Gregory. - Poszedł za kuzynem. - Haivilard Mayra. - Jak brat i kuzyn trafiła do Slytherinu.
-Higgins Luna.
-Ravenclaw!
-Higgins Mira.
-Ravenclaw!
-Hoggs Chearls.
-Ravenclaw!
-Innaress Ingrid.
-Ravenclaw!
-Johnson Kelly.
-Ravenclaw!
-Kayelit Sonya.
-Gryffindor!
-Kentou Tiadalma. - Dziewczyna bardzo niepewnym, wolnym krokiem cała przestraszona podeszła do stołka. Ale już po minucie Tiara ją przydzieliła, krzycząc wesoło.
-Gryffindor!
-Kirrto Cheaster
-Ravenclaw!
-Lestrange Garrett. - Zapadła kompletna cisza. Wśród naszego pierwszorocznego tłumu. Wśród starszych uczniów siedzących przy stołach. A nawet nauczyciele zaczęli baczniej wpatrywać się w nasz tłum. Przez naszą grupę na sam przód przedarł się czarnowłosy chłopak. Pewnym krokiem z cwanym uśmiechem na ustach podszedł do stołka i zasiadł na nim. Tiara ledwo musnęła jego głowę i krzyknęła.
-Slytherin! - Dom Węża powitał go z lekkim dystansem ale i radością. Nawet Ślizgoni, arystokraci się ich obawiają. Więc co dopiero my? Chociaż mam nadzieję, że nie są tacy straszni jak ich malują.
-Lestrange Leta. - Czarnowłosa dziewczyna z wielką lekkością ducha i radością, ale zarazem dumą i pewnością siebie wyszła z tłumu i zasiadła na stołku. I tak samo jak u brata, Tiara ledwo dotknęła jej głowy a dziewczyna była już przydzielona do Slytherinu. - Lightwood Axel. - Przed tłum wyszedł czarnoskóry brunet. I zaistniała ta sama sytuacja co u bliźniaków Lestrange. Lekkie muśnięcie głowy, a Tiara już wiedziała, gdzie on ma iść. Slytherin. Oczywiście. Przecież jak dobrze kojarzę to jego mama jest z rodu Zabini. - Longbottom Frank. - Brunet spojrzał na nas i minął nas wychodząc przed tłum. Niepewnie zajął miejsce. Tiara trzymała go prawie cztery minuty niepewności. Ale w końcu wykrzyknęła.
-Gryffindor!
-Looper Paola.
-Huffelpuff!
-Lupin Nimfadora.
-Gryffindor!
-Mahone Loren.
-Ravenclaw!
-Mahone Samuel.
-Ravenclaw!
-Malfoy Leo. - Blondyn przedarł się przez tłum. Mijając nas zwolnił na sekundę i spojrzał na nas. Na jego ustach ujrzałam lekki uśmiech, który chwilę później przygasł. Profesorka ledwo zdążyła założyć mu Tiarę, a ta krzyknęła.
-Slytherin!
-McCorn Aris.
-Ravenclaw!
-McCorn Nolan.
-Ravnclaw!
-McLaggen Cassedy.
-Gryffindor
-MacLaggen Sergius.
-Gryffindor!
-McMilan Barty.
-Huffelpuff!
-Morgan Luiza.
-Ravenclaw!
-Murien Evelyne.
-Hufflepuff!
-Murien Monique.
-Hufflepuff!
-Nappas Araela.
-Huffelpuff!
-Narrita Monty.
-Ravenclaw!
-Narrita Ruby.
-Ravenclaw!
-Nott Zachariasz.
-Slytherin!
-Nott Zoey
-Slytherin!
-Nullin Barbra.
-Ravenclaw!
-Nullin Kevin.
-Huffelpuff!
-Orenby Olivia.
-Gryffindor!
-Orill Perl.
-Ravenclaw!
-Parish Owen.
-Gryffindor!
-Parish Sisi.
-Gryffindor!
-Parkinson Gissel.
-Slytherin! - Zeskoczyła z wielkim uśmiechem i odeszła niemalże w podskokach do stołu Ślizgonów.
-Patil Amara.
-Huffelpuff!
-Patil Han.
-Ravenclaw!
-Patil Padma
-Ravenclaw.
-Patison Jon.
-Huffelpuff
-Patison Marco
-Ravenclaw!
-Payne Liam.
-Gryffindor!
-Paylish Jessica.
-Gryffindor!
-Petrov Rayko. - Kuzyn wyszedł pewnym krokiem z tłumu. A Tiara długo zastanawiać się nie musiała gdzie go przydzielić.
-Gryffindor!
-Potter Albus. - Brat spojrzał na mnie i naszego brata, a następnie zrobił lekko smutną minę. No cóż dane nam będzie utonąć w tłumie rodziny. I wyszedł z tłumu. Zasiadł na stołku, a Profesorka założyła mu na głowę Tiarę. Mijała minuta za minutą, a w myślach mojego brata toczyła się rozmowa z Tiarą. Tak myślę. Tata mi opowiadał, że Tiara przemawia do nas w myślach.
-Slytherin! - Szok. Jestem pewna, że na mojej twarzy widnieje równie wielkie zdumienie jakie widze na twarzy Al'a. I pewnie cała nasza rodzina jest w równie wielkim szoku. Więc nie jest nam pisany Gryffindor? Nie jest to zapisane w genach? Jak ... Jak ... Nie ... Zaczęłąm się stresować. Albus bardzo powoli wstał ze stołka w całkowitej ciszy. Dopiero po chwili dało się słyszeć pojedyncze klaskanie. Spojrzałam na stół Domu Węża. To Leo. Po chwili dołączyło do niego jego kuzynostwo i przyjaciele, a moment później pozostali Ślizgoni.
-Mamy Pottera! - Krzyknął ktoś w tłumie uczniów zasiadających przy stole. Albus niepewnym krokiem ruszył do swojego domu zerkając na nas. Na mnie i na Newta.
-Potter Emily. - Usłyszałam jak przez mgłę własne nazwisko. Spojrzałam na panią Profesor i podeszłam do niej. Usiadłam na stołku. a Unharrow założyła mi na głowę Tiarę Przydziału.
-Potter, Potter ... Kolejny Potter w rodzinie. Ciężko, bardzo ciężko Emily ... Hmmm tęgi umysł tak, nie chcesz być tłem co? Tak widzę to ... Odważna, ale jednak ... Gdzie by cię tu przydzielić? Tak ... tak ... chyba wiem. To będzie najlepsze dla ciebie. Jesteś pełna ambicji ... tak ... chcesz się wykazać ... zdrowa rywalizacja tak, tak, chociaż z małymi trudnościami jak mniemam ... zdecydowanie będziesz kimś wielkim, a ten dom ci w tym pomoże.
-Slytherin! - Kolejny szok. Ja w Slytherinie? Nigdy się tam nie widziałam. Gryffindor. Ravenclaw. Nawet Huffelpuff. Ale Slytherin? Ja? Wstałam ze stołka bardziej pewnie niż brat witana od razu wielkimi brawami i wiwatami w przeciwieństwie do brata. Podeszłam do stołu siadając obok Lety. Widzę, że uczniowie nie siadali jak byli wyczytywani, tylko są trochę przemieszani. Kuzynostwo Malfoya siedzi obok niego, a obok nich mój brat. Ja po drugiej stronie stołu obok bliźniaków Lestrange.
-Potter James. - Nasz kuzyn został wyczytany. Już niepewny tego co go spotka. wziął głęboki oddech, stąd to widziałam i podszedł do stołka. Tiara dość długo myślała, lecz w końcu wykrzyknęła.
-Gryffindor!
-Potter Jason. - Drugi kuzyn usiadł na stołku, a Tiara niemalże natychmiast krzyknęła.
-Slytherin! - Po chwili Jason siedział obok Albusa.
-Potter Newt. - Nasz brat spojrzał na nas z lekkim uśmiechem. Był pewny, że za chwilę się tu spotkamy. Ale dwie minuty później Tiara wykrzyknęła.
-Gryffindor!
-Potter Severus. - Trzeci z bliźniaków nasz kuzyn usiadł na stołku. Po krótkim namyśle Tiara krzyknęła.
-Slytherin! - Sev zszedł wystraszony ze stołka i usiadł obok brata.
-Pouldick Diana.
-Ravenclaw!
-Reon Nysa.
-Ravenclaw!
-Reon Zao.
-Ravenclaw!
-Riomecour Jerome.
-Slytherin!
-Riomecour Mathieu.
-Huffelpuff!
-Riomecour Veronique.
Slytherin!
-Santana Joana.
-Ravenclaw!
-Scamander Julie.
-Huffelpuff!
-Scamander Lissa.
-Huffelpuff!
-Scamander Raul.
-Huffelpuff!
-Tamariatte Roma.
-Huffelpuff!
-Truggle Monica.
-Gryffindor!
-Turtleen Dexter.
-Ravenclaw!
-Twills Barry.
-Gryffindor!
-Twills Louis.
-Gryffindor!
-Warstorm Tori.
-Slytherin! - Dziewczyna usiadła obok mnie.
-Weasley Ariana.
-Huffelpuff!
-Weasley Fred.
-Gryffindor!
-Weasley George.
-Gryffindor!
Weasley Grace.
-Gryffindor!
-Woodstone Cato.
-Gryffindor!
-Velcatour Blanca.
-Huffelpuff!
Velcatour Enzo.
-Huffelpuff!
-Zabini Klaus.
-Slytherin! - Chłopak usiadł obok Tori.
-Zabini Reyna.
-Slytherin. - Usiadła obok brata.
-Zantao Fabienne.
-Ravenclaw! - Ostatnia dziewczyna zajęła swoje miejsce. Gdy tylko usiadła od stołu prezydialnego powstał dyrektor.
-Witajcie drodzy uczniowie w kolejnym roku w Hogwarcie. Witam i was pierwszoroczni. Obyście się dobrze uczyli. Życzę wszystkim wspaniałego pierwszego lub kolejnego roku szkoły. Smacznego. - Powiedział, a na stołach w magiczny sposób pojawiło się jedzenie.
-Slytherin. - Powiedziałam cicho. - Kto by przypuszczał. Zawsze myślałam, że trafię do Gryffindoru. Jak niemal wszyscy w rodzinie.
-Nie będzie tak źle siostra. W końcu jesteśmy tu razem. I jest także Sev, Jason i Dorian. - Uśmiechnął się.
-Nie martw się Emily. Dogadałyśmy się w pociągu, więc będzie dobrze. - Reyna posłała mi uśmiech. Wyjrzałam między ramieniem Leo i jego kuzyna na stół Gryfonów. Tak jak się spodziewałam. Nasze kuzynostwo wysyłało w naszą stronę pogardliwe spojrzenia. Nie tylko kuzynostwo, ale bracia też. I to zabolało najbardziej.
-Newt nas nienawidzi. - Powiedziałam patrząc na niego. Pokręcił głową i odwrócił wzrok. Al odwrócił się by spojrzeć na Gryfonów. Ci co nas widzieli nie byli tym faktem zadowoleni. - Odwrócą się od nas. Prawda? Tak jak nasz tata z ciocią odwrócili się od własnego brata. I ich całe kuzynostwo. Wujek był sam. W domu nie był miło witany przez rodzeństwo i kuzynostwo. Do dziś tak jest. Chociaż mówią, że jest okej, ja to widzę.
-Nie myślcie o tym. Jesteście Ślizgonami. A Ślizgoni trzymają się razem. Mówi się przecież, "Być braterski i lojalny jak Ślizgon." A to dobra cecha. Jestem Garrett. Garrett Lestrange. - Uśmiechnął się chłopak i wyciągnął w moją stronę rękę.
-Rodzicom się to nie spodoba. Ale walić to. - Zaśmiałam się. - Emily Potter. - Powiedziałam i uśmiechając się uścisnęłam jego wyciągniętą do mnie dłoń. Tak zaczęła się moja przyjaźń ze Ślizgonami. Z odwiecznymi wrogami rodziców. A nawet całej rodziny. Wyrzutki w rodzinie. W każdej jacyś muszą być. W tym momencie od strony wejścia dało się słyszeć zamieszanie. To duchy. Zaczęły wlatywać do Wielkiej Sali. Było ich mnóstwo. Krwawy Baron przeleciał nad stołem wymachując swoją szpadą i zatrzymał się przy nas.
-Pierwszoroczni! Witam was, witam w Slyherinie! Domu zuchów i spryciarzy! Ah wy przebiegłe lisy! Zajdziecie daleko! Daleko! Mówię wam to ja! Krwawy Baron. - Roześmiał się. Jego szaty były zbryzgane srebrną krwią. - Wystrzegajcie się Irytka. Ten Poltergeist uwielbia robić numery. - Powiedział cicho przysiadając na niewidzialnym stołku nad stołem.
-Hey Emily. - Zawołał mnie brat. - Czy to nie jest Snape? - Spytał patrząc w stronę wejścia. Głównym przejściem dumnym krokiem kroczył on. Duch Severusa Snape'a.
-Jak? - Spytałam.
-Po zakończonej wojnie powrócił. Udał się wtedy w jakąś podróż i ogłosił, że któregoś dnia do nas zawita i zostanie na zawsze. Ten czas chyba nadszedł. - Powiedział Baron. Spojrzeliśmy z bratem po sobie. Inni Ślizgoni mieli podobne miny.
-Witajcie pierwszoroczni. - Odezwał się Snape patrząc na każdego z nas z osobna. Na dłuższą chwilę zatrzymał swój wzrok na Albusie, a potem usiadł na końcu ławki, chwilę później przy nim usiadł Baron i pogrążyli się w rozmowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz