piątek, 9 października 2020

Rozdział 2 - Pierwszy dzień szkoły

Pogrążyłam się w rozmowie z bliźniakami Lestrange i ich kuzynką Tori Warstorm. A także z Leo i jego kuzynostwem to jest William Camisso, Lily Blackwell oraz Travis i Cassie Greengrass. A także z bliźniakami Zabini. Albus i Dorian również przyłączyli się do nas. Ale niestety Jason, Severus i John jakoś stronili od Ślizgonów. Ale nie mogą tego robić przecież w nieskończoność. Przez siedem lat będą tu mieszkać. W pewnym momencie tace z jedzeniem zniknęły. Zniknęły też nasze brudne talerze i sztućce a w ich miejsce pojawiły się nowe, czyste. Kilka sekund później na stole pojawiły się różnego rodzaju desery. Gdy jakiś czas później dyrektor ponownie wstał i odchrząknął by zwrócić na siebie naszą uwagę zrozumiałam, że uczta powitalna musiała zmierzać do końca.

-Najedzeni? Mam nadzieję. - Uśmiechnął się. - Na początek chciałbym prosić aby pierwszoroczni zapamiętali iż wstęp do Zakazanego Lasu jest absolutnie zabroniony. Starsi uczniowie również powinni o tym pamiętać. Na korytarzach jest zakaz używania czarów. I prosi się o nie bieganie po korytarzach. Dalej treningi Quidditcha zaczną się w drugim tygodniu semestru. Wszystkich zainteresowanych grą w barwach swego domu odsyłam do naszej przeuroczej trenerki, która przybyła do nas z daleka. Profesor Lora Rockbet, która właśnie zaczyna u nas swoją pracę. Mam nadzieję, że miło ją powitacie. A teraz zanim się wszyscy udamy do łóżek na zasłużony odpoczynek proszę wszystkich o powstanie. Zaśpiewamy hymn naszej szkoły. - Dyrektor odwrócił się do nas plecami i wyczarował złotą wstęgę na której pojawiły się pierwsze słowa i srebrną kropkę tuż ponad nimi. - Każdy wybiera sobie ulubioną melodię i śpiewamy.

Hogwart, Hogwart, Pieprzo-Wieprzy Hogwart,

Naucz nas choć trochę czegoś!

Czy kto młody z świerzbem ostrym,

Czy kto stary z łbem łysego!

Możesz wypchać nasze głowy

Farszem czegoś ciekawego!

Bo powietrze je wypełnia

Muchy zdechłe, kurzu wełna!

Naucz nas, co pożyteczne,

Pamięć wzrusz, co ledwie zipie!

My zaś będziemy wkuwać wiecznie,

Aż się w próchno mózg rozsypie!

Każdy śpiewał do sobie wybranej melodii, więc i każdy kończył śpiewać w innym czasie. Na samym końcu już tylko kilku uczniów śpiewało ostatnie dwie linijki do smutnej, wolnej melodii. Dyrektor dyrygował nimi do samego końca. A gdy ostatni uczniowie zakończyli wszyscy nauczyciele i wszyscy uczniowie zaczęli bić brawo.

-Wspaniale! Ah muzyka, muzyka. Kto jej nie uwielbia. - Uśmiechnął się i mogę przysiąc, że w oczach zalśniły mu łzy. Muzyka jest największą magią. A teraz wszyscy do łóżek. Biegiem. - Powiedział z uśmiechem, a na Sali zrobił się harmider. Uczniowie zaczęli wylewać się z pomieszczenia. W końcu zostali tylko pierwszoroczni. Podszedł do nas uczeń starszej klasy.

-Witajcie pierwszoroczni, ja nazywam się Viserys Lestrange. Jestem Prefektem Slytherinu. Jednym z czterech. Pozostała trójka to Milena Cytrism, Bob Tampson oraz Victoria Bubblemass. Prefektem Naczelnym z naszego domu jest Horacy Goldberg. A teraz jak już Sala opustoszała możemy na spokojnie ją opuścić i zaprowadzę was do Pokoju Wspólnego naszego domu. Nasz salon znajduje się w Lochu. Idziemy. - Powiedział z uśmiechem i ruszył ku drzwiom. Wszyscy wstaliśmy z ław i poszliśmy w jego ślady. Wyszliśmy na korytarz do Sali Wejściowej, a następnie skręciliśmy w lewo. Gdyż oprócz wielkich drzwi po drugiej stronie, nie było innej możliwości przejścia. Dotarliśmy do Wieży Ruchomych Schodów. - Do Lochów na dół. - Powiedział i zaczęliśmy schodzić. - Uważajcie na schody. Lubią robić numery. Poruszają się by móc dostać się do każdego korytarza. Patrzcie gdzie stawiacie stopy. Niektóre schody są fałszywe i można zrobić sobie krzywdę. Najlepiej je przeskakiwać, musicie się wyuczyć, które to stopnie, na których schodach. Innej opcji nie ma. - Ruchome Schody kończyły się dwa piętra niżej. Viserys poprowadził nas do jednego z korytarzy i ruszyliśmy schodami w dół jedno piętro. Schody w dół ciągnęły się dalej ale na tym piętrze skręciliśmy w korytarz na lewo. Kilka zakrętów i stanęliśmy przed ścianą przy której stała tylko zbroja rycerza. - Oto wejście do naszego Salonu. By się otworzyło należy znać hasło. Hasła są zmieniane co najmniej dwa razy w roku szkolnym. Informacje o tym dyrektor przekazuje Prefektom, a my pozostałym uczniom. Smoki. - Powiedział. A po chwili rycerz zwrócił głowę w swoją prawą stronę, a naszą lewą i wystawił rękę w bok w geście zaproszenia. A ściana obok zaczęła znikać ukazując tunel. Viserys wszedł do niego, a my za nim. Po kilkunastu krokach znaleźliśmy się w Salonie w którym było pełno starszych uczniów. - Oto nasz Salon. Do sypialni chłopców prowadzą schody po prawej stronie. A do dormitorium dziewcząt schody po lewej. Witajcie w Slytherinie. - Powiedział i odszedł zapewne do swoich przyjaciół. Tak więc chłopcy ruszyli w prawo, a my w przeciwną stronę Salonu. Doszłyśmy do schodów prowadzących w dół. Więc zeszłyśmy. Na drzwiach wisiały tabliczki z nazwiskami uczennic, które zamieszkują dane dormitorium. Wszędzie widniały cztery nazwiska. Mniej więcej w połowie znalazłam pokój do którego byłam przypisana. A wraz ze mną Reyna, Leta i Tori.

-Wygląda na to, że będziemy współlokatorkami. - Powiedziała Leta. Otworzyłam drzwi. Cztery duże łóżka z zielonymi baldachimami znajdowały się na środku pokoju zetknięte rogami szczytów łóżek, a w środku był kwadratowy stolik. Biurka, komody i szafki znajdowały się przy czterech z ośmiu ścian w pokoju. W piątej ścianie były drzwi, którymi weszłyśmy, na dwóch ścianach dalej w lewo były właśnie nasze biurka i szafki. W czwartej ścianie były drzwi jak podejrzewam do łazienki. Przy piątej i szóstej ścianie znowu były biurka i szafki. Przy siódmej stał barek, szafka i regał. A przy ósmej stał stolik z czterema zielonymi fotelami, a na nich leżały stosiki naszych mundurków, każdy z karteczką z nazwiskiem. W rogu ściany siódmej i ósmej był kominek. W pobliżu wejścia stały nasze walizki i klatki ze zwierzętami. Oprócz klatki z moim Ragdollem o imieniu Rego o puszystym białym futerku z dwoma plamami brązowymi wokół oczu, brązowym ogonem i brązowymi uszkami oraz trochę łebkiem i ślicznych błękitnych oczach stała też klatka z białą puszystą jak dobrze kojarzę rasę Angorą Turecką o złotych oczach. Stała też tutaj klatka ze słodkim biało-brązowym królikiem oraz fretką.




-Nigdy bym nie pomyślała, że sypialnia będzie urządzona na bazie ośmiokąta. - Powiedziałam i ruszyłam w prawo w głąb pokoju zajmując drugie łóżko od drzwi. Nie chciałam być blisko wyjścia na korytarz. Nasze walizki stały przy drzwiach wejściowych. Na razie się nimi nie przejmowałam. Usiadłam z uśmiechem na łóżku. Na łóżko po mojej prawej rzuciła się Leta z uśmiechem.

-To będzie moje!

-Zajmuje łóżko obok Em! - Krzyknęła Reyna. Więc Tori nie miała wyboru i musiała zadomowić się między kuzynką a Reyną. Wstałam i zabrałam moje dwie walizki i plecak postawiłam je przy szafkach i zaczęłam rozpakowywać. Dziewczyny uczyniły to samo. Chociaż sądziłam, że zajmie mi to więcej czasu to już po piętnastu minutach moje ubrania wisiały w szafie lub ładnie złożone leżały w szufladach komody. Na biurku postawiłam zdjęcie z rodzicami, z rodzicami i rodzeństwem oraz zdjęcie przedstawiające mnie, Albusa i Newta. Wyłożyłam również stertę pergaminów, zeszytów, książki, pióra i atrament. A także kociołek, chochelkę, fiolki i składniki, które nakazano nam zakupić pochowałam do szafki biurka. Zapatrzyłam się na trzy zdjęcia, które chwilę wcześniej ustawiłam.

-Nie przejmuj się rodziną. Nie wiem jak to jest pochodzić z takiej rodziny jak twoja, ale wiem, że gdybym ja trafiła do Gryffindoru, a nie do Slytherinu ojciec by mnie wyklął i nie miałabym po co wracać do domu.

-Aż tak złą masz rodzinę? - Spytałam.

-Dziadek w naszych rodzicach zakorzenił mocną nienawiść do Gryfonów, mugoli, mugolaków, zdrajców krwi a także półkrwi. Podejrzewam, że gdy się dowie, że dziele dormitorium z Potterówną będzie zły, ale to nie jego wybór, ani mój.

-Ja, aż tak złej rodziny nie mam. Nie obraź się Leta.

-Spokojnie. - Uśmiechnęła się. - Może i rodzeństwo i kuzynostwo przestanie się do was odzywać, unikać was, wyzywać, zawsze będą waszą rodziną i na swój poroniony sposób was kochać mimo, że będą pokazywać pogardę. Nie ty zdecydowałaś, że będziesz Ślizgonką. Zrobiła to Tiara. W głębi duszy tak naprawdę jesteś cały czas tą samą Emily Potter, którą znają.

-Wytłumacz to im. - Powiedziałam gorzko. - Nie jesteś taka jak twój tato? I dziadek? - Spytałam nawiązując do tego co mówiła chwile wcześniej.

-Nie będzie mi łatwo, ale postaram się zaakceptować ciebie, twojego brata i wasze kuzynostwo. W końcu jesteśmy Ślizgonami. A dziadek zawsze powtarzał. Ślizgonem się rodzisz i pielęgnujesz go przez siedem lat szkoły. Należy szanować każdego Ślizgona. Nigdy nie wiesz, którego z nich kiedyś będziesz musiała poprosić o pomocną dłoń. Chcąc czy nie chcąc rodzice i dziadek będą musieli zaakceptować fakt, że Emily Potter jest Ślizgonką i moją najlepszą przyjaciółką. - Uśmiechnęła się.

-Widzisz Em. Mówiłam, że Cassie przesadza. - Uśmiechnęła się. - Co wy na to, żebyśmy zrobiły sobie wspólne zdjęcie z pierwszego dnia w szkole? Przywiozłam aparat. Prezent na jedenaste urodziny od rodziców. W komplecie od dziadków album. A ty się nie przejmuj. Nie pozwolimy Gryfonom szydzić z ciebie. Nieważne czy twoja rodzina czy nie. Nikt nie będzie się z ciebie nabijał. Jesteś Ślizgonką. Musisz być z tego dumna. Jakby nie patrzeć to Ślizgoni w życiu dochodzą najdalej. - Uśmiechnęła się.

-Dobrze. Postaram się. - Odwzajemniłam uśmiech.

-Na tle kominka chyba będzie najlepiej co? - Spytała Tori. Wszystkie się zgodziłyśmy. Stanęłyśmy przed nim Reyna ustawiła statyw z aparatem przed nami i włączyła guzik. W górę wystrzeliły trzy piórka i chowały się jedno po drugim. Gdy zniknęło trzecie nastąpił błysk i wyszło zdjęcie. Podeszłyśmy do aparatu. Reyna go odpięła i coś zaczęła dusić. Po chwili ze szpary u dołu aparatu wyszło zdjęcie, następnie drugie, trzecie i czwarte. Dziewczyna z uśmiechem wręczyła nam po odbitce.

-Tu mam cztery ramki. Przywiozłam je specjalnie na tę okazję. Wszystkie są takie same i wyróżniają się pośród wszystkich innych. Tym mnie zachwyciły gdy je zobaczyłam. I wiedziałam od razu, że muszą być moje i moich przyjaciółek w których to stanie nasze pierwsze wspólne zdjęcie. - Podała każdej z nas ramkę. Rzeczywiście były inne, ale wspaniałe. Od razu wsadziłam zdjęcie w ramkę, ją położyłam na biurku obok moich trzech ramek z rodziną. Podeszłam do klatki z Rego.

-No chodź wypuszczę cię w końcu, bo widzę, że raczyłeś się obudzić. - Uśmiechnęłam się otwierając klatkę. Rego zamiauczał i wyszedł.

-Piękny. - Powiedziała Tori. - Mój się przy nim umywa. - Zaśmiała się otwierając klatkę ze swoim kotem. - Lety jest fretka. Jest młoda. Ma dopiero trzy miesiące.

-Słodka prawda? - Spytała wyciągając ją z klatki

-Więc ten uroczy królik jest twój Rey? - Spytałam.

-Tak. Chciałam Ognistą Salamandrę, ale rodzice się nie zgodzili.

-Więc wzięłaś jej całkowitą przeciwność. - Zaśmiałam się.

-Urzekła mnie w sklepie zoologicznym na pokątnej. Na imię jej Sari. - Powiedziała ostrożnie wyciągając królika z klatki.

-Rego masz być grzeczny. To twoja nowa koleżanka. - Kot patrzył na mnie, a po chwili swój łebek zwrócił na królika i powąchał go, a po chwili polizał. - Kochany kotek. - Zszedł mi z kolan i podszedł do Lety, wskoczył jej na kolana by bliżej poznać stworzonko w jej dłoniach.

-To jest Panu. A ja jestem Leta. - Powiedziała do kota. Kot powąchał pierw ją i polizał, a następnie zrobił to samo z fretką.

-A Raitu to odludek już na szafę spieprzył. - Powiedziała Tori. Nawet nie wiem kiedy on tam wlazł.

-Trzeba by się wykąpać i iść spać. - Powiedziałam.

-Tak masz rację. - Poparła mnie Leta. Zdjęłam buty i ubrałam moje japonki. Z krzesła przy biurku zabrałam ręcznik, piżamę oraz żel pod prysznic i szampon, które wcześniej przy rozpakowywaniu tam zostawiłam i udałam się do łazienki. Drzwi otwierały się do wewnątrz łazienki. Znalazłam się w niewielkim pomieszczeniu. Stała tu szafka, pralka, regał i suszarka. Po obu stronach były drzwi. Te po lewej prowadziły do toalety. Była dość przestronna. Duże lustro, dwa zlewy osadzone w marmurowym jasnozielonym blacie oraz dwie kabiny toaletowe. Odwróciłam się i weszłam do drugiego pomieszczenia. W pierwszej chwili w oczy rzuciło mi się kolejne duże lustro i marmurowy blat z dwoma zlewami. Po lewej były cztery kabiny prysznicowe, ich szyby zdobiły węże i smoki. A po prawej były cztery duże wanny. W tej chwili ich zasłonki były odsłonięte, ale widzę już teraz, że gdy się je zasłoni wraz z wanną zostaje zasłonięty metr przestrzeni wokół nich. Przy każdej z wanien stoi szafka i regał, które wraz z wanną znikają za zasłonką. Podeszłam do ściany na przeciwko i moje rzeczy położyłam na szafce przy pierwszej z brzegu wannie. Druga była w prawym rogu. A trzecia i czwarta tak samo ustawione tyle, że przy ścianie z drzwiami. - Wow. Przynajmniej nie będziemy musiały się kłócić o to, która idzie się myć pierwsza. - Uśmiechnęła się Leta wchodząc do pomieszczenia, zajęła wannę obok mnie.

-Więc to się nazywa być Ślizgonem? Z tego co wiem Gryfoni mają jedną małą łazienkę na całą czwórkę osób zamieszkującą pokój.

-Każdy Pokój Wspólny oraz ich dormitoria są inne od pozostałych domów. My Ślizgoni mamy największe PW w całej szkole. A także sypialnie i łazienki, ponieważ nie było ograniczeń przy budowie. Jak wiesz Nasz Salon i dormitoria znajdują się pod jeziorem. Na szczęście gdy po Drugiej Wojnie odnawiali szkołę, ktoś mądry wpadł na pomysł i puścił w mury Ślizgonów ciepły prąd, przez co nie jest tu już tak chłodno jak zawsze bywało. Bynajmniej tak mówił dziadek. Nie mógł się przyzwyczaić gdy wrócił do szkoły by powtórzyć siódmy rok jak wszyscy uczniowie. - Powiedziała Rey wchodząc do łazienki, zajęła wannę na przeciwko mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że na regale leżą dwa puszyste ręczniki zwinięte w rulon, oba w barwach Slytherinu. W szafce z kolei znajdował się złożony szlafrok. Również w barwach naszego domu, z wizerunkiem wielkiego węża. - Po nas największy Salon mają Puchoni, później Gryfoni, a Krukoni mają najmniejsze.

-Skąd wiesz?

-Z książek. Historia Hogwartu. Nikt tego nie czyta i nikt nie wie. Rowena była bardzo skromną osobą, ale ceniła wiedzę. W swoim Salonie Krukoni mają kilka regałów z księgami. Nie więcej niż sześć stolików dwie kanapy przy kominku i dwa stoliki z dwoma fotelami. Skromnie i surowo. Gryfoni mają o co najmniej połowę albo i więcej większy Salon od nich. Mają kilkanaście stolików. Z siedem kanap. Oraz z sześć jak dobrze pamiętam stolików z dwoma fotelami każdy. Ich kominek jest większy. Gryfoni nie są skromni. Są zuchwali i aroganccy. Bynajmniej w większości. Puchoni mają o połowę mniejszy od nas Salon. Cenią wygodę, ale nie są leniwi choć to straszne obżartuchy. Nie bez przyczyny mają PW blisko kuchni. A my to arystokracja. - Uśmiechnęła się. - Cenimy przestrzeń i wygodę chociaż mieszkamy w lochach.

** * **

-Nie mogę uwierzyć, że trafili do Slytherinu. Jakim cudem? Są inni od nas? To moje rodzeństwo. Wasze kuzynostwo. - Wskazałem Jamesa i Rayko. - Jesteśmy trojaczkami. Czemu oni trafili tam, a ja tu?

-Newt nie przejmuj się to nie koniec świata.

-Łatwo ci mówić Frank. Twoja mama od urodzenia wpajała wam, że tolerancja jest najważniejsza, a podział na domy nie ma znaczenia. Chociaż to twój dziadek najwięcej wycierpiał przez Ślizgonów. Ale on sam też nie ma nic do nich ani do podziału. Nie rozumiem trochę twojej rodziny. Bez obrazy Frank. Lubię cię.

-Spoko Newt. Każdy z nas jest inny. 

-Widzieliście spojrzenia naszej rodziny? Oni już ich skreślili. Nie istnieją dla nich. Nienawidzą ich. A jak my coś ... pokarzemy w ich stronę że ... że ich nie skreśliliśmy ... to nasze kuzynostwo nas ... nie będziemy mieć życia w szkole.

-Więc co? Mamy znienawidzić ich? To nasza rodzina. - Powiedział Rayko.

-To Ślizgoni. - Wręcz wyplułem to słowo. - Ale ... Nie wiem ... Muszę się z tym przespać. - Powiedziałem i odwróciłem się na bok w łóżku. - Dobranoc.

-Dobranoc. - Odpowiedzieli. Tej nocy długo nie mogłem zasnąć

** * **

Nastał ranek. Moje emocje już były spokojniejsze. Chyba się pogodziłam z faktem, że będę żyć w Slytherinie. Zabrałam z fotela stosik z ubraniami składającymi się na mój mundurek Na łóżku zostawiłam tylko koszulę, spódniczkę, skarpety, krawat i szatę. Resztę schowałam do komody. To są dwie koszule, dwie spódniczki, krawat, czapka, szalik, rękawiczki, dwie kamizelki, dwa sweterki, dwie bluzy i szata. Przebrałam się i spojrzałam w lusterko, które mam stać na biurku. W szatach w kolorze czerni, zieleni i srebra było mi dziwnie na siebie patrzeć. Zawsze wyobrażałam siebie w kolorze złota i czerwieni. Kiedyś jak miałam sześć lat znalazłam na strychu w szafie strój szkolny rodziców. Ubrałam go i wybiegłam do rodziców. Zrobili mi nawet zdjęcie. Dziadek nawet założył mi na chwilę swoje okulary. Przekomiczne zdjęcie. Ale wspaniałe. 

-To idziemy? - Spytała Tori wychodząc z toalety. We czwórkę wyszłyśmy z dormitorium na korytarz i schodami do Salonu. Portal prowadzący na korytarz lochów znajdował się za tunelem, którym wczoraj tu weszliśmy. Do Wielkiej Sali weszłyśmy w sumie dosyć wcześniej. Stół Gryfonów był już chyba cały zapełniony. Krukonów i Puchonów trzy czwarte stołów. A nasz w połowie zajęty. Brat miał rację. Ślizgoni rzadko kiedy punktualnie na posiłki przychodzą. Usiadłyśmy gdzieś mniej więcej w połowie stołu. W przeciągu piętnastu minut pozostali uczniowie raczyli się zjawić na śniadaniu.

-Od kiedy to się spóźniasz Al? - Spytałam ze śmiechem.

-Odkąd stałem się Ślizgonem. - Odparł z wielkim uśmiechem. A my z dziewczynami zaśmiałyśmy się. - A tak na serio ktoś tu miał problem ze wstaniem. - Dyskretnie wskazał Klausa.

-Czemu mnie to nie dziwi. - Zaśmiała się Reyna. Zauważyłam, że od stołu prezydialnego wstało czworo nauczycieli i ruszyli każdy do innego stołu i zaczęli coś rozdawać. W końcu po kilkunastu minutach przy nas stanął nauczyciel.

-Witajcie pierwszoroczni. Nazywam się Rubi Akanis. Nauczyciel Eliksirów i Opiekun Slytherinu. Oto wasz plan zajęć. - Każdemu z nas wręczył karteczkę. U góry było nasze nazwisko, a obok klasa 1A

-Która klasa jesteście? - Spytałam. - Ja w "A". - Reyna, Tori, Leta, Gissel, Marguerite, Veronique, Albus, Leo, Klaus, Garret, Axel, Blaise, Remi, Jerome i Zachariasz również. Cieszy mnie to. Dobra grupa.

-Ciekawe jacy Gryfoni będą w naszej grupie. - Powiedział Albus. - Oby nie cała nasz rodzina. - Dokończyliśmy nasze śniadanie i wyszliśmy z Sali. Znając nasz plan zajęć udaliśmy się do swoich dormitorii by spakować torbę na dzisiejsze lekcje. Pod salą od transmutacji było już kilkoro Gryfonów i Krukonów. Wiedząc, że znacznie mniej uczniów zostało przydzielonych do Huffelpuffu i Ravenclaw niż do Slytherinu i Gryffindoru mogę stwierdzić, że to już wszyscy Krukoni. Nasz brat obdarował nas pogardliwym spojrzeniem widząc jak weseli w towarzystwie innych Ślizgonów przyszliśmy pod klasę. Profesorka przyszła pięć minut przed planowanymi zajęciami i otworzyła salę.

-Witajcie. Wejdźcie zaraz przyjdę. - Powiedziała i odeszła. Wraz z dziewczynami pierwsze weszłyśmy do pomieszczenia ku niezadowoleniu Gryfonów. Usiadłam w trzeciej ławce w rzędzie po lewej. Pod ścianą obok mnie usiadła Leta. A w ławce obok Reyna i Tori. Leo z Albusem usiedli za mną. A za dziewczynami rodzeństwo McLaggen więc Klaus i Garrett zmuszeni byli usiąść za chłopakami. Chwilę później do sali weszli pozostali uczniowie, a tuż za nimi pani Profesor. - Witajcie moi drodzy. Nazywam się Omalia Unharrow. Witam na lekcji Transmutacji. Na samym początku powinniśmy sobie zadać pytanie czym jest transmutacja? Ktoś wie? - Leta podniosła rękę w górę. - Tak panno...?

-Lestrange. Leta Lestrange. Transmutacja jest jedną z najbardziej złożonych dziedzin magii polegającej na przeobrażeniu przedmiotów lub stworzeń w coś innego. Transmutacje możemy podzielić na cztery rodzaje. Martwą. Półżywą. Żywą. Oraz psychiczną. Martwa jest to przemienienie rzeczy martwej w inną rzecz martwą na przykład długopis w ołówek. Półżywa to przemiana kogoś lub czegoś żywego w coś martwego na przykład psa w miskę. Transmutacja żywa polega na przemianie czegoś lub kogoś żywego w coś innego również żywego na przykład, małpy w kota. Transmutacja psychiczna jest najbardziej złożona. Używają go animagowie aby zmienić siebie w zwierzę. Transmutacji psychicznej używają także czarodzieje, którzy bez użycia różdżki potrafią transmutować jedną rzecz w drugą. Transmutacja psychiczna polega na wyczyszczeniu umysłu z wszystkich innych myśli i skupieniu się na tym co i w co transmutujemy. Należy mieć na uwadze, że nie każdy przedmiot podlega transmutacji, są one wymienione w prawach Gampa.

-Bardzo dobrze panno Lestrange. Piętnaście punktów dla Slytherinu. Zanotujmy tę regułkę, którą wasza koleżanka podała. - Machnęła różdżką, a na tablicy pojawiły się słowa, które Leta wypowiedziała chwilę wcześniej. - Istnieją dwa podstawowe prawa Cristoffa. - Powiedziała nauczycielka gdy wszyscy już przepisali regułkę do zeszytu. Rękę do góry podniósł Frank. - Proszę panie ...?

-Frank Longbottom proszę pani. Pierwsze Prawo Cristoffa: Transmutacja jest tym bardziej złożna, im bardziej złożony jest subprodukt oraz produkt transmutacji. Czyli złożoną rzecz, którą chcemy transmutować w inną złożoną rzecz. Drugie Prawo Cristoffa: Wszystko na świecie jest materią więc można poddać to przemianie transmutacyjnej. Jedyną rzeczą, której nie można transmutować jest próżnia kosmiczna. Najlepszym przykładem jest tu powietrze. Niby jest niczym, a jednak składa się z azotu, tlenu, argonu i innych gazów szlachetnych więc możemy to transmutować.

-Bardzo dobrze. Dziesięć punktów dla Gryffindoru. Zanotujmy więc. - Powiedziała, a tablica została wymazana, a słowa Franka napisały się na niej. - Czy ktoś wie czym jest transfiguracja? Proszę panno ...?

-Emily Potter. Transfiguracja to zamiana jednej z cech przedmiotu w inną. Na przykład zamiana koloru oczu z niebieskich na czerwone.

-Dziesięć punktów dla Slytherinu. - Powiedziała ponownie machając różdżką w stronę tablicy. Teraz na niej pojawiły się moje słowa. - Co jeszcze wyróżniamy w Transmutacji? - Rękę podniosło kilka osób.

-Tak panie...?

-Han Patil. Animizacja jest to zamiana człowieka w zwierzę. Nie mylić z Animagiem gdyż Animag to osoba posiadająca legalną licencję na animizacje.

-Dobrze panie Patil. Dziesięć punktów dla Ravenclaw. Tak panno Potter?

-Istnieje jeszcze Dysanimizacja. Jest to przemiana animaga ze zwierzęcia spowrotem w człowieka. Może być ona łagodna dobrowolna lub niedobrowolna czyli użycie zaklęcia Torverto Transmutive zmuszające animga przybranie ponownie ludzkiej formy. Jest też Metamorfomagia, która jest zbliżona do animaga. Aczkolwiek Metamorfomagii nie można się wyuczyć, jest to cecha nabyta z którą nieliczni się rodzą, nie jest dziedziczna, ale jest duże prawdopodobieństwo, że dziecko Metamorfomaga rónież będzie władało tą sztuką. Polega ona na zmianie wyglądu czarodzieja w dowolnym czasie i miejscu, bez użycia różdżki. Jeżeli Metamorfomag chce zmienić na przykład kolor i długość swoich włosów wystarczy, że o tym pomyśli, a komórki pierwotnego koloru włosów można powiedzieć, że umierają, a zastępują je komórki nowego koloru. Chcąc mieć dłuższe włosy, komórki włosów wydłużają się oraz rodzą nowe.

-Brawo panno Potter. Piętnaście punktów dla Slytherinu. Ktoś wie czym jest Postulat Lebiedewa? - Rękę podniósł Newt i paru innych uczniów nauczycielka wybrała jego. - Proszę panie ...

-Newt Potter. Postulat Lebiedewa. Należy przekształcać wyłącznie zwierzęta kręgowe w kierunku niższych szczebli drabiny ewolucyjnej, ale nigdy odwrotnie. W przypadku gdy uczynimy to odwrotnie zazwyczaj następuje śmierć ów zwierzęcia lub jego szybki powrót do pierwotnej formy.

-Bardzo dobrze panie Potter. Dziesięć punktów dla Gryffindoru. Zapiszmy. - Odczekała aż zanotujemy to co pojawiło się na tablicy i odezwała się ponownie. - Dobrze zapiszcie proszę co podyktuję. - Każde wypowiedziane przez nią słowo notowało się na tablicy.

Bezpieczeństwo przemian jest najważniejszą rzeczą podczas przemian, ponieważ kiedy nie będziemy wykonywać tego w odpowiedni sposób, ucierpi na tym nie tylko substrat poddawany transmutacji, lecz także my sami, co często może dać nieodwracalny skutek. By odpowiednio rzucić zaklęcie, należy pamiętać o:

1. Różdżce, a dokładniej o odpowiednim jej chwycie oraz późniejszej manipulacji nią.

Istnieją 3 podstawowe sposoby trzymania różdżki:

-chwyt alfa: polega na trzymaniu różdżki między kciukiem, a pozostałymi palcami z ręką wyprostowaną w łokciu i uniesioną na wysokość naszego transmutanta.

-chwyt beta: trzymanie różdżki między kciukiem, a pozostałymi palcami z ręką przylegającą do ciała, zgiętą w łokciu i uniesioną na wysokość transmutanta.

-chwyt gamma: chwyt między kciukiem, a pozostałymi palcami z ręką wyprostowaną w łokciu i uniesioną ponad wysokość substratu.

2. Skupieniu na tym co robimy. Bez odpowiednio mocnego skupienia zaklęcie może nam nie wyjść bądź wyjść źle.

3. Formule zaklęcia, wypowiedzianej głośno i wyraźnie podczas wykonywania manipulacji różdżką.

4. Odpowiednim wzorze, który pomoże nam prosto wyrazić co chcieliśmy osiągnąć rzucając dane zaklęcie.

5. Sile naszej woli, skupienie odgrywa kluczową rolę w prawidłowym rzucaniu zaklęcia.

6. Właściwym rzucaniu zaklęcia, które składa się z dwóch czynności (przy utrzymywanym chwycie i koncentracji).

Podstawowe manipulacje różdżki:

-ruch okrągły nadgarstka: nie dotykając substratu wykonujemy nadgarstkiem ruch obrotowy, uważając aby podczas wykonywania obrotu nie widzieć wewnętrznej części dłoni.

-ruch haczykowaty: nie dotykając substratu wykonujemy dynamiczny półobrót nadgarstka.

-ruch kłucia: nie dotykając substratu wykonujemy szybko dźgający ruch w jego kierunku.

-ruch pojedynczego puknięcia: jednokrotne pukamy końcówką różdżki w substrat.

-ruch wielokrotnego puknięcia: jak wyżej, jedynie pukamy wielokrotnie.

-ruchy złożone: wykonujemy ciąg następujących po sobie ruchów.

-Teraz gdy wyjaśniliśmy już sobie podstawy, możemy przejść do pierwszego ćwiczenia. Zamiany zapałki w igłę. - Powiedziała i machnęła różdżką w stronę biurka. W powietrze wzniosły się dwa pudełeczka z zapałkami i pofrunęły między rzędami ławek przed każdym z nas wylądowała jedna zapałka. Lekcja była ciężka. Nikt nie mówił, że uda się za pierwszym razem. Ostatnie minuty lekcji i coraz więcej skupienia. Oczyściłam umysł i spróbowałam jeszcze raz, sama nie wiem już który. I zobaczyłam to. Jak drewniana zapałka z czerwonym łebkiem zmienia się w srebrną igłę.

-Emily zrobiłaś to! - Krzyknęła uradowana Leta. Profesor Unharrow zaczęła iść do nas.

-Tobie też się udało. - Powiedziałam uradowana widząc igłę leżącą przed nią. Spojrzała na nią i była w szoku, ale uradowana.

-Gratuluję panią panno Potter i panno Lestrange. Dobra robota. Każda z was otrzymuje pięć punktów dla swojego domu.

-Co?! To niesprawiedliwe! - Krzyknął Newt odwracając się.

-Nic nie jest nie sprawiedliwe. Tłumaczyłam kilkukrotnie Pannie Potter i pannie Lestrange się to udało, ponieważ uważanie słuchały co mówię  i skupiały się na tym, w przeciwieństwie do pana panie Potter. Był pan zajęty docinkami uczniom z innego domu.

-Dokładnie z jednego. - Powiedział Han. - Nienawidzi Ślizgonów pomimo tego, że jego brat i siostra wraz z czworgiem kuzynostwa tu trafili. Więc tym bardziej nienawidzi Ślizgonów. Twierdzi, że Slytherin zabrał mu rodzinę i rozdzielił ich niezniszczalną trójkę Newt, Emily, Albus. NEA.

-Zamknij się Patil! I nie podsłuchuj moich prywatnych rozmów z przyjaciółmi! - Krzyknął wstając z ławki.

-Proszę się uspokoić panie Potter, bo będę zmuszona odjąć punkty Gryffindorowi. - Upomniała go nauczycielka.

-Nie moja wina, że rozmawiałeś tak głośno na korytarzu przy nas. Ale oczywiście. Wielki Potter, dumny Gryfon nie zauważa nic więcej niż czubek własnego nosa. - Zakpił z niego Krukon wciąż mówiąc spokojnym głosem.

-Pani słyszy?! Obraża mnie! - Krzyknął Newt wskazując chłopaka o hinduskiej urodzie ręką.

-Panie Potter proszę usiąść.

-Nic pani nie zrobi?! - Spytał podniesionym głosem.

-Odejmuje pięć punktów Gryffindorowi. Proszę siadać. - Powiedziała lekko oburzona zachowaniem mojego brata i ruszyła w stronę biurka. Zaśmiałam się wraz z przyjaciółmi. Newt się odwrócił w naszą stronę miał wściekłą minę. Wraz z Letą i Leo parsknęliśmy bardziej widząc jego twarz. Wytknęłam mu język, a ten się ze złości zrobił bardziej czerwony. Poprawił krzesło i usiadł. - Ćwiczcie dalej. Jeszcze nie ma końca lekcji.

-Niezniszczalna trójka? Serio? - Usłyszałam za sobą głos Leo.

-Mając tak dużą rodzinę jak my trzeba się wspierać w małej grupce by nie utonąć w tym tłumie podobnych ludzi. Nie powiem, bo uwielbiam, kocham moje rodzeństwo i kuzynostwo. To moja rodzina. Nawet teraz gdy nienawidzą mnie, bo jestem Ślizgonką, a nie Gryfonką jak oni. Chociaż kilkoro z nich, a nawet więcej jest Puchonami i Krukonami, ale to dalasza rodzina bardziej. Ale to rodzina. Rodziny się nie skreśla. Ale trzeba umieć się odnaleźć. Jesteśmy trojaczkami. Zawsze i wszędzie chodziliśmy we trzech jak James, Severus i Jason od wujka Albusa, albo rok młodsi od nas Bonnie, James i Albus od cioci Lily. Troje rodzeństwa i każde z nich ma trojaczki pośród gromadki swoich dzieci. - Zaśmiałam się. - Chcieliśmy być lepsi od pozostałych dwóch trójek. I udawało nam się to. - Powiedziałam uśmiechając się lekko, wracając myślami do niektórych wspomnień. W tej chwili zabił dzwon kończąc drugą lekcje Transmutacji. Wrzuciłam zeszyt, pióro i kałamarz do torby i wyszliśmy z sali.

-Coś czuję, że na każdej lekcji tak będzie. - Odezwał się Al gdy szliśmy korytarzem.

-Masz na myśli Newta?

-I pozostałych. Na razie on jeden się ...

-Nienawidzi nas. Ślizgoni z Gryfonami nigdy się nie dogadywali. Od wieków. To nic, że rodzina. Oni już nas skreślili. Newt właśnie to udowodnił. - Powiedziałam z lekkim smutkiem.

-Tutaj każdy dom zastępuje rodzinę. - Powiedziała Tori. - My staliśmy się waszą rodziną. My jesteśmy waszą rodziną. Nie ci Gryfoni, którzy z chęcią by was rozszarpali. Nie przejmujcie się. Uśmiechnijcie się. Spójrzcie. - Powiedziała wesoło wybiegając przed nas i odwracając się przodem do nas uśmiechnięta. - I tak byście się dowiedzieli. - Powiedziała i wow jej włosy zmieniły kolor z czarnych na błękitne, a jej nos i oczy zamieniły się w kocie oczy i nosek z wąsami. Uśmiechnęła się wesoło.

-Jesteś Metamorfomagiem! - Krzyknęłam.

-Tak. - Wróciła do swojego wyglądu i ruszyliśmy dalej. - Dla dziadka to hańba dla naszego rodu, ale ja nie mam nazwiska Lestrange. Tylko Warstorm.  Mama również nie była za bardzo z tego faktu zadowolona. Ale tato się cieszy. Z tego względu, że jestem Metamorfomagiem nie byłam wychowywana w takim rygorze jak mama czy Leta.

-Ale, że z Tori jesteśmy w jednym wieku i sporo czasu spędzałyśmy razem nie wyrosłam aż na taką złą osobę. Chociaż wszyscy się mnie boją, bo w końcu jestem Lestrange. Moi starsi bracia są sporo gorsi ode mnie. Viserys jest pierworodnym. Dziadek dopilnował by tata wychował go tak jak on jego. Przy drugim dziecku mama ubłagała tatę by łagodniej podejść do jego wychowania więc Raghnar powinien być tym mniej surowym człowiekiem, lepszym. Ale jest raczej odwrotnie. To Viserys jest tym łagodniejszym z nich dwóch. Ale gdy urodziłam się ja z Garrettem mama nie dała tacie wyjścia, chciała by w normalnych warunkach nas wychowano. Kocha go całym sercem. Ale nie chce by jej dzieci były tak rygorystycznie traktowane. Zgodził się, bo również ją kocha. - Doszliśmy do sali od zaklęć, drzwi były otwarte więc weszliśmy do środka. Po obu stronach sali były dwa rzędy ław jedna wyżej, druga niżej ustawione bokiem do biurka profesora. W sali było już kilka osób. Padma Patil i Nysa Reon siedziały na końcu w drugiej ławie po lewej stronie. Monty i Ruby Narrita siedzieli w pierwszej ławie po lewej stronie, a za nimi rodzeństwo McLaggen. Gisel z Zachariaszem usiedli po środku w pierwszej ławie po lewej stronie, a za nimi piątka Gryfonów, od końca ławy są to Eve i Dave Dursley, moje kuzynostwo, Dario Verite, Rayko Petrov i Frank Longbottom. Jako, że pierwsza weszłam do sali to pokierowałam się do prawej nawy i usiadłam w górnej ławie, po mojej prawej usiadła Reyna, po lewej Leta, a dalej Tori, Blaise i Marguerite obok  Cassedy i Sergiusa. Chłopcy usidli przed nami. Zaraz za nami do sali weszła Cheryl Blossom i Delphina Dalphis usiadły obok Axela. Chwile później do sali weszli Jerome, Remi i Veronique, rozejrzeli się i usiedli obok Zachariasza.

-Myślicie, że ominie nas teoria? - Spytała Tori.

-Wątpię. Nie wszyscy pochodzą z rodzin czarodziei. Chociaż akurat w naszej grupie wszyscy. Ale dobrze wiesz, że muszą to powiedzieć, bo zdarzają się gamonie co nic nie wiedzą przychodząc tu.

-Ja się już nie mogę doczekać lekcji latania. - Powiedziała Reyna.

-Pochodzisz z arystokracji, a jeszcze latać nie umiesz? - Spytałam.

-Rozumiem, że ty umiesz. - Zaśmiała się.

-Tak. Wszyscy umiemy. Nauczono nas gdy byliśmy mali, jak rodzice chcieli się nas pozbyć to nas wysyłali do ogrodu lub na boisko byśmy w quidditcha grali. Zależy gdzie akurat byliśmy. Gdy wszyscy się spotykamy nas dzieciaków jest naprawdę dużo. I fajnie jest rozegrać sobie kilka meczy właśnie. Latam najlepiej z rodziny. Oczywiście gdy oni byli w moim wieku.

-Zazdroszczę ci. - Powiedziała Leta. - Nam rodzice i dziadek zabraniali jakichkolwiek uciech i zabaw.

-Będziesz startować do Drużyny Slytherinu? Po tym jak twój dziadek w pierwszej klasie się dostał, nikt nie będzie robił problemów by pierwszaków przyjąć do składu.

-A wy? W sumie nie wiem. Nie zastanawiałam się.

-Kariera gracza jest podobno bardzo opłacalna. - Powiedziała Leta.

-Wiem. Ciocia Roxanne jest ścigającą w Armatach.

-Naprawdę?! Muszę ją poznać! - Oczy Lety zaświeciły się.

-Ale wiesz, że ona była Gryfonką i pochodzi z Weasley'ów?

-Gra w Armatach. Wiele słyszałam o wyczynach tej drużyny. Od pewnego czasu interesuje się tym. - Wyszczerzyła się.

-Witajcie uczniowie. - Do sali weszła profesorka. - Nazywam się Savilla Rockfee. Wyciągnijcie pergamin i pióra. Zaczniemy od odrobiny teorii. - Drzwi od sali się otworzyły i do pomieszczenia weszli spóźnieni Gryfoni. Newt i James. Ostatnie wolne dwa miejsca były obok Reyny. Zniesmaczeni tym widokiem jęknęli, ale weszli do górnej nawy i usiedli. - Panowie, żeby to było ostatni raz. Następnym razem za spóźnienie będę odejmować punkty. Zapamiętajcie sobie. 

*****

-Witajcie drodzy uczniowie na pierwszej lekcji latania. - Profesor Lora Rockbet stanęła między dwoma rzędami mioteł. - Ustawcie się po lewej stronie miotły wyciągnijcie rękę nad ziemie i powiedzcie "Do mnie".

-Do mnie. - Powiedziałam, a miotła od razu wylądowała w mojej dłoni. Tak samo u Albusa, Leo, Newta, Jamesa, Rayko i Nimfadory. A także rodzeństwo Daquin Blaise, Marguerite i Remi nasze dalsze kuzynostwo. U pozostałych sytuacja przedstawiała się tak, że miotła lekko drygała przy ziemi lub w ogóle się nie ruszała.

-No proszę ktoś ćwiczył w domu widzę.

-Mnie i moje rodzeństwo, a także kuzynostwo uczono byśmy mogli dać rodzicom chwile wytchnienia wysyłali nas na boisko by nas zmęczyć. - Powiedziałam.

-A wy? - Spytała.

-Wszyscy oprócz Leo to moja rodzina. - Powiedziałam przygryzając wargę.

-Rozumiem. Ćwiczcie dalej. A w tym czasie porozmawiamy też sobie. Chciałabym by każdy się przedstawił i powiedział kilka słów o sobie. Zaznaczając kto tutaj jest kim z waszej rodziny. - Uśmiechnęła się. - Jeśli możesz zacznij proszę. - Wskazała na mnie.

-Więc nazywam się Emily Potter. Albus i Newt to moi bracia. - Zainteresowani unieśli rękę w górę. Nimfadora, James i Rayko to moje kuzynostwo. Blaise, Remi, Marguerite, Jerome, Veronique, Raphael, Eve, Dave, Monty, Ruby i Dalphina to moje dalekie kuzynostwo spokrewnieni przez dziadka oraz siostrę cioci, która wżeniła się w rodzinę. Jestem córką najstarszego syna mojego dziadka. Uwielbiam Quidditcha. Zdaniem rodziców i wujostwa latam najlepiej z rodziny gdy oni byli w moim wieku. Mam na myśli rodzeństwo, kuzynostwo i wujostwo. Mam wspaniałego kocura Ragdolla imieniem Rego. Za cel obrałam sobie zebrać całą kolekcję kart czarodziei z czekoladowych żab. Oraz w przyszłości samej się znaleźć na jednej z nich. - Uśmiechnęłam się.

-Jaką zasługą chciałabyś zasłynąć by się tam znaleźć?

-Jeszcze nie wiem. Może najlepsza Ścigająca od wieków? Lub szukająca. - Uśmiechnęłam się.

-Chciałabyś się dostać do drużyny?

-Tak.

-Zobaczymy później jak latasz. Decyzję i tak podejmie Kapitan. Następna. - Wskazała Tori będącą po mojej prawej. 

*****

Na tej lekcji wszystkim udało się złapać miotłę. Niestety zabił dzwon kończący lekcje więc dosiadać ją będziemy na przyszłych zajęciach. Niestety ale Frank miał duży problem z miotłą. Wcale nie chciała go słuchać. I moi przyjaciele się z niego wyśmiewali, że jest łamagą i u jego rodziny to jest dziedziczne. Bo profesor Longbottom, dziadek Franka, nauczyciel Zielarstwa jest trochę gapowaty jak za lat szkolnych. Jego syn również taki był i Frank widocznie też. Widzę to. Starałam się nie śmiać z przyjaciółmi. Ale momentami to było trudne. Nie chciałam zrobić przykrości jemu skoro jeszcze kilka dni temu byliśmy przyjaciółmi i razem spędzaliśmy czas. Widziałam, że Al zmaga się z tym samym co ja. Czyżby przydział do Slytherinu naprawdę nas zmienił? I śmieszy nas to co nie powinno? Chociaż Puchoni i Krukoni również parsknęli śmiechem kilkukrotnie, a i Nimfadorze się zdarzyło oraz bliźniakom McLaggen. Na Wielkiej Sali usiedliśmy blisko brata Lety, który jest prefektem.

-Jak leci siostrzyczko? Jak pierwszy dzień szkoły? - Spytał wesoło.

-Dobrze. Po mimo dużej ilości pisania. - Zaśmiała się.

-Będzie lepiej. Zobaczycie. Ale tak musi być najpierw teoria, później praktyka. Widzę, że się zaprzyjaźniłyście. - Wskazał na mnie. - Naprawdę nie sądziłem, że kiedykolwiek, którykolwiek Weasley czy Potter odezwie się do kogoś z nas, o przyjaźni nie wspominając.

-Nie chce żyć przez pryzmat naszych dziadków. Czy nazwisk naszych rodzin. Nie jestem Harrym Potterem. Jestem Emily Potter i tworzę własną historię. Czemu wszyscy zawsze oczekują, że będę jak dziadek?

-Nie o to mi chodziło. Nie oceniam cię przez pryzmat rodziny. Po prostu jesteśmy z dwóch różnych światów. Wy jesteście na niższych szczeblach, a my to arystokracja.

-Przypomnieć ci, że mój wujek wielki Ślizgon Albus Potter, którego imiennikiem jest mój bliźniak mieszka w Ashthorn Manor? Wielkim Dworze. Byłam tam zaledwie kilka razy, bo tata nie lubi tam chodzić. Jak on mówi: "Jest zbyt Ślizgoński i nie wejdę do tego obślizgłego domostwa." - Wszyscy zaśmialiśmy się gdy próbowałam parodiować tatę. - Po za tym ja również mieszkam w Dworze Potterów. - Uśmiechnęłam się.

-Jakoś mi to umknęło. - Uśmiechnął się sympatycznie.

-Kto jest w naszej drużynie Quidditcha? - Spytałam.

-W zeszłym roku pięciu graczy skończyło szkołę. A jeden zrezygnował mówiąc, że w ostatnim roku szkoły wolałby się skupić na nauce, więc Kapitanem został Argos Nilphis. Jest pałkarzem i będzie rekrutował nowych za tydzień. A co chcesz się dostać do drużyny?

-A byłby z tym problem?

-Jeśli dobrze grasz, to żaden. Rzadko pierwszorocznych bierze się do składu. Ale jeśli umiesz latać to nie ma znaczenia twój wiek. Jaka pozycja cię interesuje?

-Zawsze najlepiej się sprawdzam jako Ścigająca i Szukająca. W sumie sama nie wiem na której pozycji wolałabym grać. Jako Ścigająca mogę zdobywać bramkę za bramką. Jako Szukająca to ode mnie zależy czy mecz wygramy czy przegramy, bo raczej od złapania Znicza zależy koniec gry i to właśnie dzięki niemu najczęściej się wygrywa. Ale były przecież przypadki gdzie ilość zdobytych punktów podczas meczu przerosła ilość punktów za złapanie Znicza.

-Widać, że interesujesz się Quidditchem. - Uśmiechnął się.

-Od zawsze. Dziadek był Szukającym od pierwszej klasy. Babcia Ścigającą od czwartej klasy. Tata został w trzeciej klasie Ścigającym, wujek również w trzeciej klasie i te trzy lata rywalizowali ze sobą, bo tata jest starszy. Moje wujostwo w sumie też jest powiązane z Quiddichem. Brat babci był obrońcą, jej starsi bracia bliźniacy Fred i George byli pałkarzami. A większość z ich dzieci również w szkole grało w Quidditcha. Ciocia Roxanne gra do dziś w Armatach z Chudley, a jej mąż Bernard jest Szukającym w tej samej drużynie. Wujek Reginald grał również w szkolnej drużynie, był tak dobrym zawodnikiem w dodatku był wnukiem bułgarskiego Ścigającego i w piątej klasie dostał propozycje od tamtejszej drużyny by grał z nimi. Po szkole na dobre przyłączył się do Sępów z Vracy i grywał w Bułgarskiej Narodowej Drużynie. Dwa lata temu wrócili do Anglii i zamieszkali w Dolinie Godryka, ale dalej gra dla Bułgarów. Ciocia Angelina również gra dla Armat cały czas odkąd skończyła szkołę w wolnych chwilach pomaga mężowi w sklepie z Magicznymi Dowcipami Weasleyów. Ich syn Fred i jego żona Trina również są Ścigającymi w Błyskawicach Cromer. Wujek Stanislas Bosierre i wujek Theo Daquin są Ścigającym w jednej z Francuskich drużyn. A wujek Cedrik Dursley jest obrońcą w Harpiach z Holyhead.

-To niezła rodzinka. Słyszałaś Letty? Lepszej przyjaciółki znaleźć nie mogłaś skoro zamarzyłaś być graczem Quidditcha i zebrać jak najwięcej autografów znanych graczy. Dobry początek już masz. - Zaśmiał się.

-Chcesz mi coś powiedzieć? - Spytałam odwracając się do Lety. Ta się tylko uśmiechnęła.

-No wiesz ... Tak mi głupio było prosić cię o to ... ale ... no ... - Zaczęłam się śmiać. A ona się zarumieniła i już nie odezwała.

-A wasza rodzina serio jest tak przerażająca jak ludzie mówią? - Spytałam patrząc na Viserysa.

-Ludzie widzą to co chcą widzieć. Oceniają nas przez pryzmat czynów naszych przodków. Moja ciotka czyli żona brata mojego pradziadka Bellatrix Lestrange była Śmierciożercą. Jej mąż również. Ona była jedną z najbardziej wrednych osób wśród wszystkich Śmierciożerców. Bardzo dała się we znaki twojemu dziadkowi. Jej mąż Rudolf został skazany do Azkabanu gdzie dokonał żywota. A mój pradziadek ... wszyscy wiedzą, że też był Śmierciożercą. Dobrze się ukrył i wychował dwójkę swoich dzieci oraz syna swojego brata. Wżenił wszystkich w dobre arystokratyczne rody. Ukrywał siebie i całą trójkę bardzo dobrze, gdyż nigdy Aurorzy go nie znaleźli. Później pomógł wychować swoich wnuków a także prawnuków czyli nas. - Wskazał siebie i Lete. - Pojawiał się czasem na kilka minut czasem godzin i znów znikał. Nigdy nie było wiadomo kiedy przybędzie. Aurorzy nie mogli miesiącami obserwować naszego domu. To podchodzi pod łamanie kodeksu. Więc kto wie gdzie on teraz jest.

-Jest jedynym Śmierciożercą na wolności zgadza się?

-Chyba tak. Tak więc widzisz, moja rodzina nie wydaje się za dobra, ale to nie znaczy, że ja czy Leta, albo Tori jesteśmy równie źli co Bellatrix, Rudolf czy Rabastan. - Uśmiechnął się. - Tak samo ty. Twój dziadek ocalił świat i uwolnił go od Czarnego Pana. Złote Dziecko. Chłopiec Który Przeżył. Tak samo wasz wujek i ciotka jego najlepsi przyjaciele. Okrzyknięto ich Złotą Trójką. Od was oczekuje się podobnej wiedzy a nawet większej zdolnej do tak samo dużych i ważnych czynów. Gdyby wybuchła wojna, wszystkie oczy zwróciły by się na wasze dwie rodziny, bo przecież jesteście jak rodzice. Pokonacie zło. Mylę się?

-Nie. Chyba nie.

-Odpowiadając na twoje pytanie. Niektórzy owszem są przerażający. Ale niektórzy są łagodni. Jak ta trójka tutaj. - Wskazał Tori, Lete i Garretta.

-I ty również. - Powiedziałam z uśmiechem.

-Być może. Sam do końca nie wiem. Czasem łapię się na tym, że zastanawiam się co by było gdyby wybuchła wojna, ojciec, dziadek i pradziadek oczekiwaliby bym stanął po ich stronie. Przystał bym na to? Czy może bym się sprzeciwił? Sam nie wiem. Nie ufam sobie sam w tej kwestii, więc wcale mnie nie zdziwi jak ty czy inni nie będą mi ufać. I nie obrażę się za to. - Uśmiechnął się.

-Wiesz był taki moment kilka miesięcy temu gdy wątpiłam w siebie czy jestem na tyle dobra by sprostać oczekiwaniom rodziców i dziadków, by byli dumni z mojego przydziału do Gryffindoru, tak wtedy myślałam. Bałam się, że trafię gdzie indziej. A szczególnie tu do Slytherinu i zmuszona bym była żyć przez siedem lat wśród złych ludzi. Wtedy tata mi powiedział, że sam się bał, panicznie. Usłyszał wtedy od swojego ojca coś co go niezbyt pokrzepiło, ale też sprawiło, że poziom paniki przestał wzrastać. A sam dziadek usłyszał to jednego razu od swojego ojca chrzestnego Syriusza Blacka. I może te słowa wobec mojego taty czy mnie nie miały sensu, czuje, że tata chciał mi przekazać coś innego. Mądre słowa, mądrego człowieka, który został niewinnie osadzony w Azkabanie.

-Co takiego?

-"Świat nie dzieli się na dobrych ludzi i Śmierciożerców, bo wszyscy mamy w sobie tyle samo dobra co zła. I tylko od nas zależy, jaką drogą pójdziemy." - Zrobiłam krótką pauzę. - Więc nie masz się czego bać. Bo nie jesteś przecież Śmierciożercą i nikt nie może cię zmusić byś nim kiedykolwiek został. A nawet jeśli ... To pamiętaj, że to tylko nadany tytuł, którego trzymać się nie musisz. Bo masz w sobie dobro i możesz pójść tą ścieżką, nawet będąc zmuszonym do noszenia Mrocznego Znaku, który mówi o twojej przynależności do grupy społecznej. Zawsze możesz wybrać dobro. Tak jak ... - Ściszyłam głos. - Dziadek Leo. Draco Malfoy został zmuszony do zostania Śmierciożercą, ale nigdy się nim nie czuł. Gdy nadszedł czas podjął dobrą decyzję. Pomógł mojemu dziadkowi, sprzeciwił się swemu ojcu, czego ten nie mógł mu wybaczyć. A jego matka sama pierw okłamała Czarnego Pana w lesie, że jego wróg godny go pokonać, nie żyję. Przekazała to synowi. I gdy nadszedł czas, Draco rzucił swoją różdżkę mojemu dziadkowi by ten mógł walczyć z Sam Wiesz Kim. Gdyby nie dziadek Leo kto wie w jakim świecie dziś byśmy żyli. Różdżki nie lubią zmieniać właściciela. Ale jakiś czas wcześniej dziadek go rozbroił zaklęciem i różdżka Draco zaczęła słuchać mojego dziadka. Podczas wojny o Hogwart dziadek nie walczył swoją różdżką tylko różdżką Dracona. Gdy umarł wtedy w lesie, choć tak naprawdę Czarny Pan zabił w nim horkruksa miał różdżkę Malfoya. Narcyza zabrała mu ją gdy sprawdzała czy na pewno umarł. Nie umarł. Chciała by jej syn był bezpieczny. Różdżkę oddała synowi, dlatego mógł mojemu dziadkowi mu ją rzucić wtedy. - Uśmiechnęłam się i wyprostowałam. Cały czas byłam nachylona do chłopaka i mówiłam ściszonym głosem.

-Nie słyszałem tej historii od tej strony. - Powiedział cicho powracając do poprzedniej pozycji. - Masz rację młoda. Rodzina nie będzie mi wybierać życia. Tyle samo dobra co zła. Dzięki.

-I od ciebie zależy co wybierzesz. - Uśmiechnęłam się.

-Jak na jedenastolatkę jesteś bardzo mądra.

-Dzięki.

-Co teraz mamy? - Spytał Albus.

-Mugoloznastwo.

-To czekają was ciekawe zajęcia. - Odezwał się wesoło Viserys.

-Od dziesięciu lat jest nowa nauczycielka. Imena Norison. Każdą pierwszą lekcje ma taką samą. Chce poznać uczniów nim zacznie zajęcia. Nie ma wprowadzenia i teorii na pierwszych zajęciach. Tylko jest zadanie. Dostaniecie pergamin, który już zapewne będzie leżał na ławkach i będziecie musieli opisać swoją rodzinę w kilku słowach. Kim są, co robią, gdzie pracują, ile mają dzieci i tak dalej. Według niej tak poznają się mugole. Mówią o tym wszystkim na wejściu. Później zacznie to sprawdzać a wy dostaniecie drugie zadanie. - Powiedział Ernest, przyjaciel z klasy Viserysa.

-Brzmi ... ciekawie? - Powiedziała nie do końca przekonana Reyna, a wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.

*****

Sala była otwarta, a my nie byliśmy wcale pierwszymi osobami, które znalazły się w klasie. W sali były trzy długie stoły. Przy pierwszym siedzieli już Krukoni nie zajmując nawet połowy stolika. Przy drugim siedziało kilkoro Gryfonów, a mianowicie Dario, Frank, Tiadalma i Nimfadora. A przy trzecim siedziały cztery Puchonki. Zmuszeni byliśmy się rozsiąść. Tak więc z Puchonkami usiadłam ja, Tori, Leta, Reyna, Marguerite, Veronique, Jerome i Remi. A Leo, Al, Axel, Klaus, Garrett i Blaise w środkowym stoliku naprzeciw Gryfonów. W przeciągu kilku minut sala się zapełniła, chociaż dzwon jeszcze nie zabił. Ale gdy to już się stało do sali wkroczyła nauczycielka.

-Witajcie uczniowie. Nazywam się Imena Norison. Na początek chciałabym was poznać więc prosiłabym was byście na pergaminach przed wami napisali kilka słów o swojej rodzinie. Nie ważne czy jest ona duża, czy mała o każdym chce coś usłyszeć. - Powiedziała siadając przed trójkątnym biurkiem. Otworzyłam kałamarz i sięgnęłam po moje pióro. Umoczyłam w tuszu i zastanowiłam się chwilę jak tu zacząć. Mam przecież dużą rodzinę.

Prababcia Molly i pradziadek Arthur Weasley mieli siódemkę dzieci. William, Charlie, Percy, Fred i George bliźniacy, Ron oraz Ginny. Wujek Charlie studiuje smoki w Rumuni, nigdy się nie ożenił, Wujek Fred zginął podczas wojny o Hogwart.

Wujek William ożenił się z Fleur Delacour, która jest w 1/4 wilą. Zamieszkali w Muszelce nad brzegiem morza w Tinworth. Niedaleko wybudowali sobie boisko do quidditcha dla swoich dzieci, wnuków, prawnuków i tak dalej. Mają trójkę dzieci, która jest w 1/8 wilami. Tylko młodsza córka odziedziczyła rude włosy Weasley'ów.

  • Jego najstarsza córka, ciocia Victoria ze swoim mężem Edwardem Lupinem zamieszkali wraz z nimi. Rozbudowali niewielki budynek o dwa piętra, na których mieszkają ich dzieci. Remus, Syriusz i Nimfadora na drugim piętrze, a James i Harry na trzecim. Cała piątka jest blondynami i są w 1/16 wilami
  • Młodsza córka wujka, ciocia Dominique swojego męża Nikolaya Petrova poznała w Bułgarii. Tam się zaręczyli i przyleciał on wraz z nią do jej rodzinnego domu. Po ślubie wyprowadzili się do Arjeplog. Co roku świętują wraz z wieloma czarodziejami zakończenie wyścigu miotlarskiego, który swoją metę ma właśnie tutaj. Dwukrotnie sami brali udział w ów wyścigu. Oboje wygrali, rok, po roku, pierw ciocia, a później jej mąż. Mają szóstkę dzieci, która odziedziczyła krew wili po mamie i są nimi w 1/16. Andrei to brunet, Ivo i Elena mają rude włosy, a Illian, Tanya i Rayko to blondyni, mimo, że ich tato to brunet gen wili u nich dominuje.
  • Wujek Louis najmłodszy i jedyny syn wujka Williama, pierwszy Weasley, który nie jest rudy, oraz pierwszy chłopak z domieszką krwi wili. Poznał swoją żonę Octavię Balley w Ministerstwie Magii. Postanowili zamieszkać u podnóża wzgórz Cotswolds w Bath mają tam piękny domek, blisko strumyka. Octavian i Ariana mają czarne włosy, a Rodger i Harrietta to blondyni. Cała czwórka w 1/16 to wile.


Ciocia Gabrielle Delacour to młodsza siostra Fleur i również w 1/4 wila. Wyszła za Michele'a Daquin, chciała być bliżej siostry, więc męża, który był pół Brytyjczykiem pół Francuzem namówiła do przeprowadzki do Banchory. Bardzo chciała by jej dzieci uczyły się również w Hogwarcie. Mają piątkę dzieci, które w 1/8 to wile. Z czego tylko Annie nie jest blondynką, ma kruczoczarne włosy, po tacie.

  • Wujek Bastien ożenił się z Ines Gallsmith zamieszkali w małym miasteczku Ballater. Mają piątkę blondwłosych dzieci.
  • Ciocia Madeleine wyszła za Olafa Muriena i zamieszkali w centrum parku narodowego Cairngorms. Ich domek chronią zaklęcia maskujące i odstraszające mugoli i zwierzęta. Wybudowali tam również sobie boisko do Quidditcha. Często bywamy tam by grać, chociaż piłki nieraz uciekają po za bezpieczną strefę zaklęć to jeszcze żaden mugol tego nie zauważył. Z szóstki jej dzieci tylko Ernest, Monique i Margo mają czarne włosy, pozostała trójka to blondyni po mamie.
  • Ciocia Annie swojego męża poznała przez szwagra, którego najlepszym przyjacielem był Sigismund Riomecour, wzięła z nim ślub i zamieszkali w Balquhidder. Mają siódemkę dzieci. Agathe to blondynka. Trojaczki Veronique, Jerome i Remi mają czarne jak noc włosy, a pozostała trójka to bruneci.
  • Wujek Igor pracuje w Ministerstwie Magii, był taki czas, że Francuskie Ministerstwo potrzebowało pomocy więc wysłano kilka osób w tym i wujka. Wtedy poznał Ismelde Velcatour Udało mu się ją namówić do przyjazdu do Anglii. Po ślubie zamieszkali w Dolinie Kruków w Walii. Oboje to blondyni więc i szóstka ich dzieci to blondyni.
  • Wujek Theo ożenił się z przyjaciółką ze szkolnej ławki Brigittą Wallace postanowili zamieszkać w Harrogate. Tak się zdażyło, że dwoje ich najstarszych dzieci, obie córki to brunetki po mamie, a trójka synów to blondyni po tacie.
  • Ciocia Ismelda ma starszego brata Oscara Velcatour. Który namówił swoją dziewczynę Idille Bosierre, by wyjechała wraz z nim do Wielkiej Brytanii gdzie będzie bliżej siostry. Mieszkają kilka domów dalej od wujka Igora w Dolinie Kruków. Cała trójka ich dzieci ma kruczoczarne włosy.
  • Ciocia Idilla ma młodszego brata Stanislasa Bosierre. Oprócz siostry nie miał nikogo, więc dla niego było oczywistym, że wyjedzie za nią, by we Francji nie zostać samemu. Swojej narzeczonej nie musiał wcale namawiać. Dziewczyna również była sierotą i z przyjemnością zgodziła się wylecieć z nim z Francji i zamieszkać blisko jego siostry w Dolinie Kruków. Bliźniaki Bosierre to blondyni.


Wujek Percy ożenił się Audrey Romirez i zamieszkali w Blackpool nad brzegiem morza wśród wielu innych rodzin czarodziei w okolicy. Mają dwie córki.

  • Ciocia Molly wyszła za Arnolda Corteza po ślubie zamieszkali u jej rodziców. Mają dwóch synów i trzy córki.
  • Ciocia Lucy wyszła za mąż za Reginalda Woodstone'a po szkole wylecieli do Bułgarii, gdzie Reg grał w tamtejszej drużynie quidditcha. Gdy ich najstarsza córka Nayla miała dziesięć lat postanowili wróć do kraju. Osiedlili się w Dolinie Godryka. Mają dwie córki i dwóch synów.


Wujek George ożenił się z Angeliną Johnson zamieszkali w Londynie mają Penthaus w wieżowcu. Jest dwupiętrowy z wielkim tarasem na dachu, oraz dużym balkonem na dole. Magicznie zaczarowali apartament by mugole nie odkryli, że są czarodziejami. Sypialnie znajdują się na górze, A na dole wielki salon otwarty na piętro i z balkonów piętra sypialni można podziwiać salon na dole. W święta stoi tam duża choinka, bo jest to centralne miejsce. Reszta salonu jest dalej pod balkonami. Jest tam też duża przestronna kuchnia wraz z jadalnią. Mają dwójkę dzieci.

  • Wujek Fred ożenił się z Triną Dashner postanowili zamieszkać w portowym miasteczku Cromer. Mają dwie córki i trzech synów. Urodzili im się bliźniacy, którym dali imiona po zmarłym bracie swojego ojca, którego sam jest imiennikiem oraz imię swego taty.
  • Ciocia Roxanne wyszła za Bernarda Horana mieszkał on w Cearphilly, po ślubie niedaleko jego rodzinnego domu wykupili własny. Mają dwóch synów i córkę.
  • Wujek Derek młodszy brat Bernarda, został zeswatany z przyjaciółką Roxanne, Marią Zachstor zamieszkali w Dunstable. Mają córkę i syna.


Wujek Ron ożenił się z Hermioną Granger. Zamieszkali w Chudley, gdyż Ron był wielkim fanem Armat z Chudley. Udało się im nawiązać znajomość a także przyjaźń z członkami owej drużyny Quidditcha. Ciocia Hermiona niestety nigdy nie odnalazła swoich rodziców, którym wymazała o sobie pamięć i wysłała do Australii by byli daleko od zbliżającej się wojny.
  • Ciocia Rose wyszła za Michaela Argenta. Zamieszkali na wsi Appleby. Jest to typowa wieś czarodziejska. Ale od jednego domostwa do drugiego jest nie mały kawał drogi. Każda posesja liczy około tysiąca metrów długości i szerokości, budynek mieszkalny znajduje się w centrum. Tak jak praktycznie wszyscy mają sad i warzywnik. Oraz jak nieliczni pastwisko i chlew. Na ich dom potocznie woła się Dziupla. Utrzymują dobry kontakt z sąsiadami, a szczególnie z zawodnikami Quidditcha ze Strzał  Appleby. Mają trzech synów i trzy córki.
  • Wujek Hugon ożenił się z Naomi Moore. Naomi pochodziła ze Szkocji, Hugo z ówcześnie narzeczoną często odwiedzał rodzinny dom dziewczyny, kilkukrotnie udawali się na spacery po mieście, okolicach, a także całej Szkocji. W końcu zamieszkali w Glasgow. Ich dom znajdował się między drugą, a trzecią klatką schodową mugolskiej kamienicy. Na parterze znajduje się duży salon i kuchnia oraz jedna sypialnia. Na pierwszym piętrze jest ich duża sypialnia oraz dwie gościnne. Na drugim piętrze mieszkają Ryan i Grace mają największe sypialnie w domu, każde z nich ma własną duża łazienkę. Manu, William i Caroline mają swoje pokoje na trzecim piętrze ich sypialnie są mniejsze od braci, Caroline ma własną łazienkę. A chłopcy mają wspólną prowadzą do niej troje drzwi, jedne z korytarza oraz z każdego z pokoju chłopaków. Na czwartym piętrze sypialnie ma Manu z własną łazienką. Na jego piętrze jest jedna wolna sypialnia. Mieszkanie ma jeszcze dwa piętra na każdym trzy sypialnie i jedna wspólna łazienka, strych oraz piwnica i spiżarnia.


Ciocia Ginny wyszła za mąż za Harry Pottera zamieszkali w Dolinie Godryka.
  • Tata ożenił się z Olivią Hood. Mieszkamy w dużym domu w Birmingham. Po kilku latach nasz dom dostał nazwę Potter Manor. Mam szóstkę rodzeństwa w tym jedną siostrę.
  • Wujek Albus ożenił się z Mią Ashthorn, którą poznał już na pierwszym roku, była ona współlokatorką sióstr jego przyjaciół. Zamieszkali w rodzinnym Ashthorn Manor, który mieści się w Walii w mieście Llanelli. W ów mieście są dwie dzielnice wydzielone tylko dla czarodziei, mugole nie mają pojęcia o ich istnieniu, więc na ulicach można pozwolić sobie na użytkowanie magii. Mają sześciu synów i jedną córkę.
  • Ciocia Lily wyszła za Daniela Finnigana zamieszkali w Ballycastle. Przyjaźnią się z tamtejszą drużyną Quidditcha, a ciocia kilka lat później została przyjęta do drużyny gdy ich główna ścigająca uległa poważnemu wypadkowi i z ciężkimi urazami trafiła do Świętego Munga z problemami psychicznymi. Również mają siódemkę dzieci, w tym jedną córkę.
  • Timon Finnigan młodszy brat Daniela, ożenił się z Margerry Darwis i zamieszkali w Caerphilly. Mają dwóch synów i córkę.


Wujek Dudley Dursley kuzyn mojego dziadka, mugol, ożenił się z Nicol Perliose, również mugolem. Zamieszkali w Nottingham. Mają dwóch synów i córkę.
  • Wujek Cedrik jako jedyny z trójki rodzeństwa jest czarodziejem ożenił się z przyjaciółką z Gryffindoru, do którego sam przynależał Esme Narritą. Postanowili zamieszkać w przeuroczym jak dla nich Scarborough. Mają trzech synów i córkę.
  • Wujek Harry nie posiadał magicznych zdolności, ale był zafascynowany tym co jego starszy brat potrafi. Często widywał się z przyjaciółmi brata z Hogwartu. Tak poznał Dorotheę Mingie najlepszą przyjaciółkę Esme. Po ślubie zamieszkali w jednej z magicznych dzielnic w York. Nie wstydzi się tego, że jest mugolem, ma magiczną rodzinę i mieszka w magicznej społeczności. Uwielbia to. Mają trzech synów i dwie córki.
  • Ciocia Suzen również nie posiadła magicznych zdolności. Znienawidziła brata za to, że on został czarodziejem, a ona nie oraz drugiego brata za to, że jest zafascynowany światem w jaki ich starszy brat wszedł. Wzięła ślub z mugolem Robertem Garosse. A los uwielbia być przewrotny i trójkę z szóstki jej dzieci obdarował magią. Mieszkają w Oksfordzie. 
  • Ciocia Esme ma młodszą siostrę Helgę Narrite, która wzięła ślub z Rudolfem Pathisem i zamieszkali w Coventry. Mają cókę.
  • Wujek Frodo Narrita to młodszy brat Esme i Helgi. Ożenił się z Euphie Dalphis i zamieszkali w Bristolu. Mają córkę i dwóch synów.
  • Ciocia Euphie ma starszego brata Frederica Dalpis. Ożenił się on z Ilomeną Ternnto postanowili zamieszkać w Norwitch. Mają dwóch synów i córkę.

Pod pergaminem leżała biała teczka. Wsadziłam w nią moją pracę, a teczkę podpisałam i wstałam by oddać pracę profesorce. Nie byłam pierwsza, ale nie byłam też ostatnia. Niektórzy z mojej rodziny już dawno oddali pracę, więc podejrzewam, że zrobili to na odwal, byle by coś było. Gdy usiadałam  na moim pergaminie pojawił się napis "Pomożesz nam? E." To mogła być tylko jedna osoba. Uśmiechnęłam się lekko.

-Czyli jednak nie cała rodzina mnie nienawidzi. - Szepnęłam.

-Co jest? - Spytała Tori.

-Wiesz, że mam w rodzinie mugoli? I mugolaków? Kuzyn dziadka był mugolem. Ale jego syn urodził się czarodziejem. Jego pozostała dwójka dzieci była mugolami. Młodszy syn związał się z czarownicą, przez co mają dzieci półkrwi, a córka wyszła za mugola, lecz przewrotny los obdarzył trójkę jej dzieci magią, a ona nienawidzi magii. Eve i Dave to dzieci najstarszego z synów, czarodzieja i czarownicy. Nie masz z tym problemu? - Spytałam.

-To twoja rodzina. Jeżeli dzieciaki z nie magicznych rodzin cię akceptują niż własna magiczna rodzina to nie. - Uśmiechnęła się.

-Zaraz wracam. - Powiedziałam i wstałam by chwilę później usiąść przy trzecim stoliku obok Gissel.

-Dzięki Em. - Szepnęła cicho Eve. - Mamy dużą rodzinę. Ja się w tym gubię.

-Daj pergamin rozrysuje wam to i zmykam, póki pani profesor jest zaczytana i nie zwraca na nas uwagi. - Uśmiechnęłam się.

-Co ty robisz Emily? - Spytał Zach.

-To moje kuzynostwo. Dalekie, bo dalekie, ale kuzynostwo. Chyba mogę im powiedzieć kto jest ich kuzynem prawda? - Posłał mi tylko lekko gardzące spojrzenie i zajął się swoim pergaminem.

-O co chodzi? - Spytał Dave.

-O to, że Gryfoni i Ślizgoni się nienawidzą. Od tysiącleci. - Powiedziałam.

-Ale nauczyciele starają się tą nienawiść między naszymi domami rozwiać, bo jest zbędna. I nie powinna taka nienawiść być porozsiewana i pielęgnowana w szkole. Ale co mogą zrobić nauczyciele? Mogą nas karać a i tak nic z tego nie wyjdzie. To musi wyjść od nas. Uczniów. A nie zapowiada się na to. Najlepszym przykładem jesteś tu ty i twój brat Newt. - Spojrzałam na chłopaka.

-McLaggen zgadza się?

-Sergius. Tak. - Uśmiechnął się.

-Słyszałam kilka zabawnych opowieści o twoim dziadku. - Zaśmiałam się lekko. - Nieważne. Ty nas nie nienawidzisz prawda?

-Jakoś tak. Jestem przyjaźnie otwartym człowiekiem do wszystkich.

-On by nawet dementora przytulił. - Powiedziała dziewczyna siedząca obok Eve. Bodajże jego siostra. Widać podobieństwa między nimi. Zaśmiałam się.

-To będzie ciekawy rok tak czuję. - Mruknęłam do siebie i mało mnie obchodziło czy ktoś to usłyszał czy zrozumiał lub nie. Gdy rozrysowałam nasze drzewo podałam pergamin kuzynostwu i wróciłam na swoje miejsce.

-Skąd wiedziałaś, że potrzebują twojej pomocy? - Spytała Tori gdy znów usiadłam obok niej.

-Wujek gdy miałam osiem lat nauczył mnie jednego zaklęcia, które umożliwia komunikowanie się z kimś na odległość. Sam to opatentował. Potrzeba znaku. Znaku, który jest jak pieczęć w sumie, każdy ma inny. Dwie osoby nie mogą mieć identycznych. Magia to pamięta i uniemożliwia komuś przyznanie sobie znaku który ktoś inny już sobie nadał. Pieczęć należy wyrysować na skórze różdżką i rzucić zaklęcie. Znak wsiąka w skórę i jest niewidoczny. Żeby teraz się z tą osobą porozumieć inni muszą znać mój znak. Wystarczy narysować na kartce swój znak, następnie mój znak, pod nim tekst jaki chce mi przekazać i pod spodem znowu mój znak. A tekst pojawia się na najbliższej mojej rzeczy, który znika po chwili. A i u niej tekst również znika po chwili. Więc nikt nie będzie mógł przeczytać o czym pisaliśmy. Eve i Dave ich rodzice nie chcieli uczyć ich magii przed szkołą. Ale w tajemnicy przed nimi nauczyłam ich tego jednego. Warunek jest taki, że obie osoby muszą mieć znak by się porozumiewać ze sobą. Tak samo Finn i Jasper Garosse. To moje dalekie kuzynostwo. Ich mama jest młodszą siostrą taty Eve i Dave'a. Pochodzą z mugolskiej rodziny. Jakoś miesiąc przed ich dziesiątymi urodzinami ukazały się ku niezadowoleniu ich mamie ich magiczne zdolności. Ich również nauczyłam tego. Często w siódemkę rozmawialiśmy w ten sposób. Ja, Al, Newt, Eve, Dave oraz Jasper i Finn.

-Jak się nazywa to zaklęcie?

-Soul Seal Spell. 

-Pieczęć Duszy. Słyszałam coś o tym kiedyś. - Powiedziała Reyna.

-Parę lat temu było o tym głośno w gazetach.

-Zaklęcie brzmi jakoś Sealusi?

-Sealusios. I jest bardzo proste. Jedno z łatwiejszych zaklęć. Słyszałam, że próbują zrobić jego zaawansowaną wersję. Tak by nikt inny po za danymi dwoma lub więcej zależy do ilu osób piszesz nie był w stanie czytać co piszesz lub co ci napisano. Tekst będzie widoczny tylko dla danych osób.

Rozdział 2 - Pierwszy dzień szkoły

Pogrążyłam się w rozmowie z bliźniakami Lestrange i ich kuzynką Tori Warstorm. A także z Leo i jego kuzynostwem to jest William Camisso, Lil...